Od razu uprzedzam: ten tekst jest odważny. Na rynku krypto jestem od 2011 roku i nasłuchałem się już tylu zapowiedzi „altseasonu”, że sam na hasło „alty zaraz polecą” reaguję alergicznie. A jednak tym razem mam przeczucie, którego nie potrafię zignorować. I nie jest to przeczucie z gatunku „bo tak było w 2017”.
Moja teza jest prosta: poprzednia hossa była hossą Bitcoina. Następna będzie hossą altcoinów. Ale nie wszystkich altcoinów, tylko tych, które są naprawdę używane. Uważam, że za rok czy dwa to posiadacze samego BTC będą zazdrościć tym, którzy mieli w portfelu ETH i kilka innych projektów z realnym zastosowaniem.
Nie napiszę Ci, że to pewne. Nic na tym rynku nie jest pewne. Pokażę Ci, na czym opieram tę tezę, jakie są najmocniejsze argumenty przeciw niej i po czym poznam, że się mylę. Bo przeczucie bez planu na wypadek pomyłki to nie inwestowanie, tylko hazard.
Spis treści
Poprzednia hossa należała do Bitcoina. I to nie był przypadek
Zacznijmy od faktów. Cykl, który zakończył się w 2025 roku, był pokazem siły Bitcoina. BTC ustanowił szczyt na poziomie około 126 tys. USD 6 października 2025 roku, czyli mniej więcej 80% powyżej szczytu z 2021 roku. Ethereum? Szczyt z 24 sierpnia 2025 roku wyniósł niecałe 4 954 USD. To zaledwie o włos więcej niż rekord z listopada 2021. Cztery lata czekania, żeby wyjść praktycznie na zero względem poprzedniego szczytu. Większość pozostałych altów nawet nie zbliżyła się do swoich rekordów.
Dlaczego tak się stało? Bo poprzednią hossę napędzał jeden, bardzo konkretny silnik: spotowe ETF-y na Bitcoina. Od ich startu w styczniu 2024 roku instytucje dostały prostą, regulowaną furtkę do BTC. Do tego doszły spółki skarbcowe kupujące Bitcoina do bilansu i narracja o strategicznej rezerwie w USA. Efekt był widoczny na wykresie dominacji: BTC.D wzrosła z około 49% w momencie zatwierdzenia ETF-ów do około 64% w kwietniu 2025.
To była hossa „cyfrowego złota”. Kapitał instytucjonalny szukał jednego, zrozumiałego aktywa i je znalazł. Altcoiny w tym czasie w dużej mierze stały z boku.
Dziś, pod koniec września 2026, BTC kosztuje około 80 tys. USD, ETH około 2 700 USD, a dominacja Bitcoina wynosi mniej więcej 58–59%. Rynek jest wyraźnie poniżej szczytów i szuka kierunku. I właśnie w takim momencie warto zadać sobie pytanie: co będzie napędzało następną falę wzrostów?
Dlaczego uważam, że tym razem wygrają alty
1. Tokenizacja przestała być prezentacją na konferencji
Jeszcze kilka lat temu tokenizacja realnych aktywów (RWA) była tematem do slajdów w PowerPoincie. Dziś to działający rynek. Według danych app.rwa.xyz wartość tokenizowanych aktywów na publicznych blockchainach przekroczyła w lipcu 2026 roku 31 mld USD, podczas gdy na początku 2025 roku było to około 5 mld USD. Mówimy o ponad sześciokrotnym wzroście w półtora roku, i to bez liczenia stablecoinów.
Kto za tym stoi? Nie anonimowe zespoły z Discorda, tylko BlackRock, Franklin Templeton, WisdomTree czy JPMorgan. Fundusz BUIDL od BlackRocka, czyli tokenizowany fundusz rynku pieniężnego oparty na amerykańskich obligacjach, przekroczył latem 2026 roku 2,8 mld USD aktywów. Tokenizowane obligacje skarbowe USA już w kwietniu przekroczyły 13 mld USD. Pojawiły się tokenizowane akcje: Ondo na początku 2026 roku wystartowało z ponad setką amerykańskich spółek i ETF-ów w formie tokenów. Nasdaq, NYSE i DTCC, czyli instytucje, które są kręgosłupem amerykańskiego rynku kapitałowego, pracują nad włączeniem tokenizowanych papierów do swojej infrastruktury. Niedawno okazało się też, że The Clearing House, operator kluczowej infrastruktury płatniczej amerykańskich banków, wybrał technologię Quant do budowy sieci rozliczeń tokenizowanych depozytów bankowych.
A teraz najważniejsze: gdzie to wszystko się dzieje? Nie na Bitcoinie. Około 65% wartości tokenizowanych aktywów znajduje się na Ethereum, a dalej są m.in. BNB Chain i Solana. Bitcoin jest świetnym magazynem wartości, ale nie jest platformą do wydawania obligacji, rozliczania funduszy czy obsługi smart kontraktów. Te rzeczy dzieją się na łańcuchach, których tokeny nazywamy altcoinami.
2. Stablecoiny, czyli dolar, który przeniósł się na blockchain
Stablecoiny to najbardziej niedoceniana historia sukcesu w krypto. Pod koniec kwietnia 2026 roku ich łączna kapitalizacja wynosiła około 318 mld USD, z czego USDT to blisko 190 mld, a USDC ponad 77 mld. Wolumen transakcji stablecoinami w 2025 roku szacowano na 33 bln USD. Większość tego wolumenu to na razie handel i przelewy między giełdami, a nie zakupy w sklepach, ale takiej skali nie da się już zbyć wzruszeniem ramion.
Każdy z tych dolarów „żyje” na jakimś blockchainie. Najczęściej na Ethereum, Tronie, Solanie czy warstwach drugich Ethereum, jak Base. Każdy przelew to transakcja w sieci, która potrzebuje bezpieczeństwa, walidatorów i opłat. Jeśli stablecoiny mają się stać podstawową szyną rozliczeniową dla firm, a wszystko na to wskazuje, to sieci, które je obsługują, zyskują status infrastruktury krytycznej. A infrastruktura krytyczna ma wartość.
3. Sztuczna inteligencja potrzebuje pieniędzy, które nie wymagają banku
Tu jest temat, który moim zdaniem rynek dopiero zaczyna rozumieć. Agenci AI, czyli programy, które samodzielnie wykonują zadania, muszą za coś płacić: za dostęp do danych, za moc obliczeniową, za wywołania API innych usług. I to płacić tysiące razy dziennie, kwotami rzędu ułamków centa.
Karta kredytowa się do tego nie nadaje. Przelew bankowy tym bardziej. Agent AI nie założy konta w banku, nie przejdzie weryfikacji KYC i nie poczeka dwóch dni na rozliczenie. Może natomiast podpisać transakcję w stablecoinie i rozliczyć ją w kilka sekund.
Dlatego powstał protokół x402, stworzony przez Coinbase standard płatności wbudowanych bezpośrednio w zapytania internetowe. Do kwietnia 2026 roku obsłużył około 165 mln transakcji od blisko 69 tys. aktywnych agentów. W kwietniu 2026 roku projekt przejęła Linux Foundation, a w lipcu wystartowała niezależna fundacja x402 z ponad 40 członkami. Stripe razem z Tempo uruchomiły własny protokół płatności maszyna–maszyna, a Visa rozwija rozliczenia w stablecoinach na kilku blockchainach. Najczęściej używane sieci dla x402 to Base i Solana.
Nie będę Ci wmawiał, że to już jest gigantyczny biznes. Łączny wolumen x402 liczy się na razie w dziesiątkach milionów dolarów, a spora część ruchu to testy, a nie prawdziwy handel. Ale kierunek jest jasny: jeśli maszyny zaczną płacić maszynom, zrobią to na blockchainach, a nie przez bank. I znowu: te blockchainy to nie Bitcoin.
Jest też szerszy kontekst. Vitalik Buterin właśnie przedstawił wizję Ethereum do 2030 roku, w której sieć ma się stać czymś w rodzaju kryptograficznego komputera dla całego świata. Można się z tego śmiać, ale kiedy obok takiej wizji stoją BlackRock, Visa i Stripe, śmiech robi się coraz bardziej nerwowy.
4. Alty zaczęły zarabiać. Naprawdę zarabiać
Przez lata największym zarzutem wobec altcoinów było to, że są „tokenami do niczego”. Wypuszczasz token, piszesz whitepaper, obiecujesz rewolucję, a potem cena spada o 95%. Ten zarzut był w dużej mierze słuszny. Tylko że rynek się zmienia.
Według rankingu CoinGecko protokoły kryptowalutowe wygenerowały od początku 2026 roku do połowy września około 3,4 mld USD przychodu. Liderem jest Hyperliquid, zdecentralizowana giełda kontraktów perpetual, z przychodem około 429 mln USD w tym okresie. Najciekawsze jest jednak to, co Hyperliquid robi z tymi pieniędzmi. Niemal wszystkie opłaty z handlu kontraktami trafiają do funduszu, który odkupuje z rynku tokeny HYPE i je spala. Do września wycofano w ten sposób z obiegu około 4,9% całkowitej podaży.
To już nie jest „token do niczego”. To mechanizm bardzo przypominający skup akcji własnych przez spółkę giełdową. Łączna wartość takich odkupów w branży wyniosła od stycznia do sierpnia 2026 roku około 638 mln USD, o 17% więcej niż rok wcześniej. Pojawia się nowa klasa altcoinów: tokeny z realnym przychodem i mechanizmem, który przekłada ten przychód na wartość dla posiadaczy. Takich rzeczy w poprzednich cyklach praktycznie nie było.
Muszę tu być z Tobą szczery: to nie jest dla mnie tylko teoria. 22 sierpnia 2026 roku otworzyłem long na HYPE po cenie 77,97 USD. Nie wszedłem na wybiciu nowego ATH, tylko poczekałem, aż cena zrobi korektę pod poprzedni szczyt i pod górną bandę kanału wzrostowego. Stop loss i take profit ustaliłem przed wejściem, stosunek zysku do ryzyka wynosi 1,59, a ryzyko ograniczyłem do maksymalnie 10% kapitału. Cały setup, z moimi błędami i przemyśleniami, opisałem w dzienniku Prezesa: long na HYPE po korekcie od ATH.
Mówię o tym otwarcie z dwóch powodów. Po pierwsze, żebyś wiedział, że mam w tej sprawie interes i że moje zdanie o Hyperliquid nie jest neutralne. Po drugie, żebyś zobaczył, jak ta teza wygląda w praktyce. Wierzę w tokeny z realnym przychodem, ale nawet w taki token nie wchodzę „all in” i bez stop lossa. Przekonanie nie zwalnia z zarządzania ryzykiem.
5. Instytucje mają już drzwi do altów
W poprzednim cyklu instytucja, która chciała kupić coś poza BTC, miała pod górkę. To się zmieniło. We wrześniu 2025 roku amerykańska SEC zatwierdziła ogólne standardy notowania, które pozwalają giełdom wprowadzać ETF-y na kryptowaluty spełniające określone kryteria bez długiej, indywidualnej procedury. Efekt? Pod koniec 2025 roku wystartowały spotowe ETF-y na Solanę, a w listopadzie na XRP. Łączne napływy do amerykańskich ETF-ów na Solanę przekroczyły w maju 2026 roku miliard dolarów. Część z nich oferuje staking, czyli dodatkowy dochód z trzymania tokenów.
Spójrz też na przepływy z ostatnich tygodni. 21 września amerykańskie ETF-y na Bitcoina zanotowały odpływ blisko miliarda dolarów, a ETF-y na Ethereum w tym samym dniu przyciągnęły około 269 mln USD. Jeden dzień niczego nie dowodzi, ale takie sesje pokazują, że kapitał instytucjonalny potrafi już płynąć nie tylko do BTC.
6. Prawo wielkich liczb działa przeciwko Bitcoinowi
Najpierw rozprawię się z popularnym mitem. Często słyszysz, że żeby Bitcoin się podwoił, na rynek musi wpłynąć drugie tyle pieniędzy, ile wynosi jego kapitalizacja. To nieprawda. Kapitalizacja to po prostu ostatnia cena pomnożona przez liczbę monet w obiegu, a nie suma pieniędzy, które ktoś kiedyś włożył. Cenę ustala krańcowa transakcja: jeśli po stronie sprzedaży w arkuszu zleceń jest mało monet, stosunkowo niewielki napływ kapitału potrafi przesunąć wycenę o setki miliardów dolarów. Każdy dolar kupującego „robi” więc kilka, a czasem kilkanaście dolarów kapitalizacji. To ten sam mechanizm, który w drugą stronę sprawia, że wyceny potrafią wyparować znacznie szybciej, niż wypływają pieniądze.
Dlaczego to ważne dla mojej tezy? Bo ten mnożnik nie jest dla wszystkich taki sam. Kapitalizacja Bitcoina wynosi dziś około 1,33 bln USD, a Ethereum około 233 mld USD, czyli mniej więcej jedną szóstą. Płynność BTC jest ogromna: arkusze zleceń są głębokie, a za nimi stoją ETF-y, market makerzy i fundusze. Taki sam napływ kapitału przesunie więc cenę Bitcoina procentowo mniej niż cenę ETH, a cenę ETH mniej niż cenę mniejszego projektu z realnym przychodem i płytszym rynkiem. Ta dźwignia działa oczywiście w obie strony, co widać w każdej bessie, w której alty tracą więcej niż BTC.
Nie twierdzę, że Bitcoin nie może dalej rosnąć. Może i prawdopodobnie będzie. Twierdzę, że przy tym samym napływie kapitału mniejsze aktywa z dobrymi fundamentami mają matematycznie większy potencjał procentowy. A to właśnie procenty decydują o tym, kto komu zazdrości.
7. ETH/BTC się obudził
Na koniec coś dla tych, którzy wierzą tylko wykresom. Para ETH/BTC przez prawie rok poruszała się w malejącym kanale, który trzymał ją w ryzach od sierpnia 2025. Pod koniec czerwca 2026 wybiła górą, a w sierpniu dotarła w okolice 0,0334, najwyżej od stycznia. Dziś kurs ETH/BTC wynosi około 0,032 i utrzymuje się powyżej dawnego kanału. To pierwszy od dawna techniczny sygnał, że Ethereum przestało przegrywać z Bitcoinem.
Argumenty przeciw. I dlaczego traktuję je poważnie
Obiecałem uczciwość, więc teraz druga strona. Każdy z tych argumentów może sprawić, że moja teza się nie obroni.
Dominacja Bitcoina wciąż jest wysoka. Historycznie altseasony rozgrywały się przy znacznie niższej dominacji BTC. W szczycie szaleństwa na przełomie 2017 i 2018 roku BTC.D spadła w okolice 38%, a altseason z 2021 roku rozpędził się dopiero po zejściu dominacji poniżej 45%. Dziś jesteśmy w okolicach 58–59%. Do poziomów, przy których w przeszłości alty szalały, jest daleko. Owszem, stablecoiny o wartości ponad 300 mld USD sztucznie zaniżają udział altów w tym wskaźniku, ale w ostatnich dniach dominacja znów zaczęła rosnąć.
ETF-y na BTC to kotwica. Kapitał, który wszedł do Bitcoina przez ETF-y, to w dużej mierze pieniądze doradców, funduszy emerytalnych i firm. One nie „rotują” do altów tak, jak robił to kapitał detaliczny w 2017 czy 2021 roku. Część z nich po prostu nigdy nie kupi niczego poza BTC.
Użycie sieci to nie to samo co wzrost ceny tokena. To jest moim zdaniem najpoważniejszy kontrargument i nie zamierzam go zamiatać pod dywan. To, że na Ethereum jest 300 mld USD w stablecoinach i miliardy w tokenizowanych obligacjach, nie oznacza automatycznie, że ETH musi drożeć. Opłaty w sieci są dziś niskie, a duża część aktywności odbywa się na warstwach drugich. BlackRock może tokenizować fundusze na Ethereum i nie kupić przy tym ani jednego ETH ponad to, co jest potrzebne na opłaty. Sieć może być powszechnie używana, a jej token może stać w miejscu. To trzeba mieć z tyłu głowy.
Rozwodnienie podaży. W 2017 roku altcoinów było kilkaset. Dziś są ich miliony, a codziennie powstają nowe. Do tego dochodzą ciągłe odblokowania tokenów dla zespołów i inwestorów. Przykład z dzisiaj: 29 września odblokowuje się pula HYPE o wartości około 900 mln USD, czyli ponad 4% podaży w obiegu. Nawet jeśli pieniądze popłyną do altów, rozleją się po znacznie większej liczbie aktywów niż kiedyś.
Regulacje wciąż nie są dopięte. 15 września 2026 roku amerykański Senat nie przegłosował nawet dopuszczenia do debaty ustawy CLARITY, która miała uporządkować status większości tokenów. Wynik 49 do 50 przy wymaganych 60 głosach oznacza, że kompleksowe przepisy w USA są realne najwcześniej w 2027 roku. Bez jasnych reguł wiele instytucji będzie się trzymać tylko BTC i ETH.
Makro nie pomaga. Wojna z Iranem, ropa Brent znów powyżej 100 USD za baryłkę, silny dolar i wysokie rentowności obligacji. W takim otoczeniu kapitał ucieka od ryzyka, a altcoiny są najbardziej ryzykownym segmentem i tak już ryzykownego rynku.
Widzisz? Nie ukrywam, że argumenty przeciw są mocne. Dlaczego więc trzymam się swojej tezy? Bo prawie wszystkie z nich dotyczą tempa i skali, a nie kierunku. Dominacja może spadać wolniej niż w 2021. Rotacja może być selektywna. Regulacje mogą przyjść rok później. Ale strukturalny trend, czyli przenoszenie realnych finansów, płatności i automatyzacji na blockchainy, uważam za nieodwracalny. A ten trend buduje się na altach, nie na Bitcoinie.
Hossa altcoinów, a nie hossa śmieci
Tu jest sedno i proszę, żebyś to dobrze zrozumiał. Kiedy mówię „hossa altcoinów”, nie mam na myśli sytuacji, w której każdy token z pierwszej pięćsetki robi dziesięć razy. Tak było w 2017 i częściowo w 2021. Tym razem uważam, że będzie inaczej. Będzie to hossa selektywna, w której wygrają projekty spełniające kilka warunków, a reszta dalej będzie krwawić.
Na co ja patrzę, oceniając altcoina:
- Realne użycie. Czy ktoś faktycznie korzysta z sieci lub protokołu, czy tylko o nim mówi? Liczba użytkowników, wolumeny, wartość zablokowanych środków, obecność stablecoinów i tokenizowanych aktywów.
- Przychody. Czy protokół zarabia pieniądze na czymś innym niż emisja własnego tokena? I czy ten przychód w jakikolwiek sposób trafia do posiadaczy tokena, na przykład przez odkupy, spalanie czy staking?
- Tokenomika. Jaka część podaży jest już w obiegu i ile czeka na odblokowanie? Projekt z pięknym produktem, ale z harmonogramem odblokowań na kilka miliardów dolarów, może przez lata ciążyć cenie.
- Dostęp instytucjonalny. Czy token ma ETF, jest notowany na regulowanych giełdach, ma kontrakty terminowe na regulowanych rynkach? To furtka dla dużego kapitału.
- Płynność. Mały projekt z fantastyczną historią nie pomoże Ci, jeśli nie będziesz w stanie z niego wyjść bez przesunięcia ceny o 20%.
Jeśli token nie spełnia żadnego z tych warunków, to w mojej tezie nie jest „użytecznym altcoinem”. Jest losem na loterię.
Po czym poznam, że się mylę
Każda teza inwestycyjna potrzebuje punktu, w którym mówisz sobie: „OK, rynek mnie nie słucha”. Moje sygnały ostrzegawcze są następujące:
- Dominacja BTC przebija i trzyma się powyżej 60,5%. To poziom, który zatrzymywał wzrosty dominacji wiosną tego roku. Wyraźne wybicie w górę oznaczałoby, że kapitał dalej koncentruje się w Bitcoinie.
- ETH/BTC wraca poniżej 0,031. To poziom, który potwierdza wybicie z kanału. Powrót pod niego podważyłby techniczną część mojej tezy.
- Kapitalizacja altów poza pierwszą dziesiątką (OTHERS) dalej traci względem BTC, nawet jeśli ETH rośnie. Wtedy mówimy o rotacji do Ethereum, a nie o hossie altcoinów.
- Napływy do ETF-ów na alty wysychają, a cały kapitał instytucjonalny płynie wyłącznie do BTC.
I odwrotnie: jeśli dominacja zejdzie trwale poniżej 58%, a potem 54%, ETH/BTC utrzyma się nad 0,031, a przepływy do ETF-ów na ETH i inne alty będą rosły szybciej niż do BTC, uznam, że rynek zaczyna potwierdzać moją tezę.
Co z tym zrobić w praktyce
Teraz najważniejsze: nawet jeśli się ze mną zgadzasz, nie sprzedawaj całego Bitcoina, żeby kupić altcoiny. Tego nie robię i Tobie też nie radzę. Teza to nie pewnik, a alty w bessie potrafią spaść o 80–90% i nigdy nie wrócić.
Ja podchodzę do tego tak:
- Bitcoin zostaje fundamentem. To najbezpieczniejsza część portfela krypto i nią pozostanie.
- Część kapitału przeznaczam na ETH i kilka altcoinów z realnym użyciem i przychodami. Nie dziesiątki projektów, tylko kilka, które rozumiem i które przeszły mój filtr.
- Wielkość pozycji ustalam z góry, zakładając, że każdy alt może stracić większość wartości. Jeśli nie wiesz, ile możesz przeznaczyć na jedną pozycję, żeby jej utrata Cię nie zrujnowała, użyj kalkulatora wielkości pozycji.
- Nie próbuję trafić w dołek. Zamiast kupować wszystko naraz, rozkładam zakupy w czasie. Jak to wyglądało historycznie dla BTC i ETH, możesz sprawdzić w kalkulatorze HODL i DCA. Porównanie obu strategii na tych samych datach daje sporo do myślenia.
- Mam plan wyjścia. Zarówno na wypadek, gdyby teza się sprawdziła (realizacja zysków po drodze), jak i na wypadek, gdyby się nie sprawdziła (sygnały z poprzedniej sekcji).
Podsumowanie
Poprzednia hossa była hossą Bitcoina, bo jej paliwem były ETF-y i narracja cyfrowego złota. Uważam, że paliwem następnej będzie coś innego: realne użycie blockchainów. Tokenizacja obligacji, funduszy i akcji. Stablecoiny jako globalna szyna płatnicza. Płatności między agentami AI. Protokoły, które zarabiają setki milionów dolarów i oddają część tego posiadaczom tokenów. Wszystko to dzieje się na sieciach, których tokeny nazywamy altcoinami.
Czy to oznacza, że każdy alt urośnie? Nie. Większość z nich nadal skończy na śmietniku historii. Czy to oznacza, że Bitcoin przestanie rosnąć? Też nie. Ale jeśli mam rację, to za jakiś czas ktoś, kto trzymał tylko BTC, spojrzy na wyniki portfela z ETH i kilkoma dobrze wybranymi projektami i poczuje to samo, co posiadacze altów czuli przez ostatnie cztery lata, patrząc na Bitcoina.
Tylko nie kupuj niczego dlatego, że boisz się komuś zazdrościć. FOMO to najdroższa emocja na tym rynku i przez 15 lat widziałem, ile kosztowała ludzi, którzy jej ulegli. Kupuj, bo rozumiesz, co kupujesz, wiesz, ile możesz stracić, i wiesz, kiedy wyjdziesz. Jeśli mam rację, zarobisz na tym spokojnie. Jeśli się mylę, stracisz tylko tyle, ile zaplanowałeś.
Tezę omawiam też na filmie:



Sensowne i merytoryczne spojrzenie.