tradingview

Co to są opcje – czy opcje to dobry pomysł

⏱️ Czas czytania: 10 min

Opcje mają w internecie fatalną prasę. Z jednej strony masz „eksperckie” kanały, które pokazują zrzuty ekranu z 500% zwrotu w jeden dzień, z drugiej – regulatorów, którzy opcje binarne traktują niemal jak hazard. Prawda, jak zwykle, leży pośrodku, tylko że to środek jest dużo bardziej nudny niż obie skrajności.

Opcja to po prostu prawo. Nie obowiązek – prawo. Prawo do kupna albo sprzedaży jakiegoś aktywa po ustalonej wcześniej cenie, w określonym terminie. Tyle. Cała reszta – strategie, greki, zmienność implikowana – to nadbudowa na tym jednym, prostym pomyśle. I właśnie dlatego, że to „tylko prawo”, opcje potrafią być jednocześnie najbezpieczniejszym narzędziem do zabezpieczenia portfela i najszybszą drogą do zera na koncie. Wszystko zależy od tego, po której stronie transakcji stoisz.

W tym artykule rozłożę Ci to na czynniki pierwsze: czym jest opcja kupna i opcja sprzedaży, kto tak naprawdę ponosi ryzyko, jak wygląda to w praktyce na konkretnych liczbach, gdzie w tym wszystkim są opcje binarne i dlaczego trzymam się od nich z daleka, oraz jak wygląda handel opcjami na rynku krypto.

Opcja kupna (call) i opcja sprzedaży (put) – podstawy

Opcja to zaawansowany instrument pochodny, który daje nabywcy prawo – ale nie obowiązek – do zakupu lub sprzedaży określonego aktywa bazowego po z góry ustalonej cenie, w konkretnym terminie lub przed jego upływem. Aktywem bazowym może być praktycznie wszystko: akcje, waluty, surowce, indeksy, a coraz częściej także kryptowaluty.

Rozróżniamy dwa podstawowe typy:

Opcja kupna (call) – daje posiadaczowi prawo do zakupu instrumentu bazowego po ustalonej cenie. Kupujesz call, gdy zakładasz, że cena aktywa pójdzie w górę.

Opcja sprzedaży (put) – daje posiadaczowi prawo do sprzedaży instrumentu bazowego po ustalonej cenie. Kupujesz put, gdy zakładasz, że cena spadnie, albo chcesz się zabezpieczyć przed spadkiem czegoś, co już posiadasz.

Trzy elementy, które musisz znać zanim ruszysz dalej:

  • Cena wykonania (strike price) – poziom, po którym możesz zrealizować swoje prawo.
  • Premia opcyjna – cena, jaką płacisz za samą opcję. To jedyne, co możesz stracić jako nabywca.
  • Data wygaśnięcia (expiration date) – termin, po którym opcja przestaje istnieć.

Za to prawo nabywca płaci wystawcy (sprzedającemu opcji) premię. I tu zaczyna się najważniejsza część tego artykułu, bo to właśnie ta relacja – nabywca kontra wystawca – decyduje o tym, czy opcje są dla Ciebie dobrym pomysłem, czy prostą drogą do katastrofy.

Asymetria ryzyka: dlaczego nabywca i wystawca grają w zupełnie inną grę

To jest fragment, który większość poradników zbywa jednym zdaniem, a moim zdaniem to sedno sprawy.

Nabywca opcji ma ryzyko ograniczone z góry do wysokości zapłaconej premii. Kupujesz call za 200 zł – najwięcej, co możesz stracić, to te 200 zł. Potencjalny zysk jest teoretycznie nieograniczony (przy call) albo bardzo duży (przy put, bo cena aktywa nie może spaść poniżej zera).

Wystawca opcji to zupełnie inna bajka. Inkasuje premię z góry, ale w zamian bierze na siebie zobowiązanie – nie prawo, zobowiązanie – do sprzedania lub kupienia aktywa po cenie wykonania, jeśli nabywca zdecyduje się skorzystać z opcji. Przy wystawianiu opcji call bez pokrycia (tzw. naked call) ryzyko jest teoretycznie nieograniczone, bo cena akcji czy kryptowaluty może rosnąć bez wyraźnego sufitu.

Zobaczmy to na konkretnych liczbach.

Przykład: opcja call na akcję spółki X

  • Cena akcji dziś: 100 zł
  • Kupujesz opcję call ze strike 105 zł, premia 3 zł, termin 30 dni
  • Kupujesz 1 kontrakt (dla uproszczenia przyjmijmy 1 akcję na kontrakt zamiast standardowych 100)

Jeśli w dniu wygaśnięcia akcja kosztuje 95 zł – opcja wygasa bezwartościowo. Tracisz 3 zł premii. Koniec historii.

Jeśli akcja kosztuje 115 zł – wykonujesz opcję, kupujesz po 105 zł, sprzedajesz po 115 zł. Zysk brutto: 10 zł, minus premia 3 zł = 7 zł zysku netto na 3 zł zainwestowane. To ponad 200% zwrotu.

A teraz to samo z perspektywy wystawcy tej opcji. Inkasuje 3 zł premii. Jeśli akcja skoczy do 115 zł, musi sprzedać akcję po 105 zł, mimo że rynkowa cena to 115 zł. Jego strata: 10 zł minus zainkasowana premia 3 zł = 7 zł straty na akcję. A gdyby akcja poszła do 200 zł? Strata rośnie proporcjonalnie – bez żadnego górnego limitu, jeśli wystawca nie posiada akcji bazowej (opcja niepokryta).

To dlatego zabawa w wystawianie opcji dla amatorów jest tak niebezpieczna. Inkasujesz małą, z góry znaną premię, a na drugiej szali masz ryzyko, które w skrajnym przypadku może przewyższyć wielokrotnie to, co zarobiłeś. Klasyczna asymetria: mały, regularny zysk kontra rzadka, ale potencjalnie druzgocąca strata. To dokładnie ten sam mechanizm, o którym pisałem przy okazji ruiny gracza – seria małych sukcesów, które maskują rosnące ryzyko katastrofy.

Po co w ogóle istnieją opcje – zabezpieczanie, nie kasyno

Opcje nie powstały po to, żeby ktoś mógł na nich zrobić x10 w tydzień. Ich pierwotnym celem było hedgingowanie, czyli zabezpieczanie już posiadanych pozycji.

Załóżmy, że masz portfel akcji wart 50 000 zł i obawiasz się korekty w najbliższym miesiącu, ale nie chcesz sprzedawać (np. ze względów podatkowych albo dlatego, że wierzysz w długoterminowy trend). Kupujesz opcje put jako polisę ubezpieczeniową. Jeśli rynek spadnie, zyskujesz na opcjach put i to kompensuje część strat na portfelu. Jeśli rynek rośnie, tracisz jedynie premię – dokładnie tak, jak tracisz składkę ubezpieczenia OC, kiedy nic się nie stało.

To jest sensowne, przemyślane zastosowanie opcji. Problem zaczyna się, gdy ludzie przestają traktować opcje jak ubezpieczenie, a zaczynają traktować je jak bilet na loterię z lepszymi kursami niż w kasynie.

Moje podejście jest tu bardzo proste i konsekwentne: wystawianie opcji zostawiam ekspertom, którzy potrafią policzyć zmienność implikowaną, greki (delta, theta, vega) i zarządzać ryzykiem portfela opcyjnego w czasie rzeczywistym. Kupowanie opcji jako narzędzie zabezpieczające pozycję, którą już mam – jak najbardziej. Kupowanie opcji jako czysta spekulacja na krótkoterminowy ruch ceny – tylko z kapitałem, którego strata Cię nie zaboli, bo statystyka nie jest tu Twoim sprzymierzeńcem (większość kupionych opcji wygasa bezwartościowo, bo cena musi poruszyć się wystarczająco mocno i wystarczająco szybko, żeby pokryć zapłaconą premię i upływ czasu).

Opcje binarne – to nie jest inwestowanie, to kasyno z lepszym marketingiem

Opcje binarne to specyficzna odmiana opcji, w której wynik jest zerojedynkowy: albo zarabiasz ustaloną z góry kwotę, albo tracisz całą postawioną stawkę. Stąd nazwa „opcje wszystko albo nic”.

Powiem to wprost, bez owijania w bawełnę: handel opcjami binarnymi to nie inwestowanie, tylko gra w kasynie z gorszymi kursami niż ruletka. Broker oferujący opcje binarne z definicji ustawia wypłaty tak, żeby mieć przewagę matematyczną nad graczem – to jest jego model biznesowy, nie przypadek. Jeśli klienci regularnie by wygrywali, broker splajtowałby w miesiąc. Skoro broker funkcjonuje latami, wiesz już, kto tu przegrywa w długim terminie.

W sieci znajdziesz dziesiątki stron z entuzjastycznymi opiniami zadowolonych „traderów” opcji binarnych. Matematyki tym nie oszukasz. Ujemna wartość oczekiwana to ujemna wartość oczekiwana, niezależnie od tego, ile zrzutów ekranu z zyskiem ktoś Ci pokaże (przecież ktoś zawsze akurat wygrywa – tak jak ktoś zawsze akurat trafia szóstkę w lotto). Broker oferujący opcje binarne różni się fundamentalnie od brokera dającego dostęp do prawdziwych opcji giełdowych czy futures – tu przewaga jest wbudowana w produkt, nie wynika z Twoich (złych) decyzji.

Moja rekomendacja jest tu jednoznaczna: omijaj opcje binarne szerokim łukiem. Jeśli chcesz grać w kasynie, idź do kasyna – przynajmniej dostaniesz darmowego drinka.

Opcje na rynku krypto – Deribit i reszta

Skoro na blogu regularnie piszę o kryptowalutach i sam handluję futures na Deribit, nie mogę pominąć tego, że opcje na Bitcoina i Ethereum to jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku derywatów kryptowalutowych. Deribit od lat jest tu liderem płynności, choć konkurencję dokłada coraz więcej dużych giełd.

Mechanika jest identyczna jak w przypadku opcji na akcje – call, put, strike, premia, data wygaśnięcia – z jedną istotną różnicą: zmienność implikowana na kryptowalutach potrafi być kilkukrotnie wyższa niż na tradycyjnych aktywach. To oznacza wyższe premie zarówno dla kupujących (drożej za „polisę”), jak i wyższe potencjalne zyski i straty dla wystawiających.

Na rynku krypto opcje wykorzystuje się głównie w trzech scenariuszach:

  • Zabezpieczanie pozycji spot lub futures – dokładnie jak w klasycznym hedgingu opisanym wyżej, tylko na BTC/ETH zamiast na akcjach.
  • Strategie na zmienność (np. straddle, strangle) – zakład nie o kierunek, tylko o to, że cena mocno się ruszy, bez względu w którą stronę. To już wyższa szkoła jazdy i wymaga rozumienia greków opcyjnych.
  • Generowanie dochodu z posiadanych aktywów (covered call) – wystawiasz call na BTC, który już posiadasz. Jeśli cena nie przebije strike’a, zatrzymujesz premię jako dodatkowy dochód. Jeśli przebije, sprzedajesz swoje BTC po ustalonej (satysfakcjonującej) cenie. To jedna z niewielu strategii wystawiania opcji, którą uznaję za relatywnie bezpieczną dla nieprofesjonalistów – bo ryzyko jest ograniczone do „sprzedałem taniej niż mógłbym”, a nie do nieograniczonej straty.

Jeśli dopiero zaczynasz przygodę z opcjami krypto, zacznij od papierowego handlu albo minimalnych kwot na Deribit, zanim zaczniesz wystawiać cokolwiek bez pełnego pokrycia.

Czy opcje to dobry pomysł – moja ostateczna ocena

Wracając do pytania z tytułu: to zależy wyłącznie od tego, po której stronie transakcji stajesz i po co w ogóle sięgasz po ten instrument.

Kupowanie opcji jako zabezpieczenie – dobry pomysł. Znasz z góry maksymalną stratę (premię), a chronisz się przed dużo większym ryzykiem po drugiej stronie portfela.

Kupowanie opcji jako czysta spekulacja kierunkowa – ryzykowne, ale ryzyko jest przynajmniej policzalne i ograniczone do premii. Traktuj to jak zakład, nie jak inwestycję, i wchodź w to tylko z kapitałem przeznaczonym na spekulację – tym samym, o którym pisałem przy okazji wielkości pozycji.

Wystawianie opcji bez pełnego pokrycia – zostaw to profesjonalistom, którzy żyją z zarządzania zmiennością i mają narzędzia do hedgingu w czasie rzeczywistym. Dla amatora to gra o asymetrycznym ryzyku, w której mała, regularna wygrana może zostać w jednej chwili wymazana przez pojedynczy, gwałtowny ruch rynku.

Opcje binarne – zły pomysł, kropka. To produkt skonstruowany tak, żeby broker zarabiał, a nie Ty.

Zanim w ogóle otworzysz platformę opcyjną, upewnij się, że rozumiesz, ile realnie możesz stracić na pojedynczej transakcji i jak to się ma do całego Twojego kapitału. Dokładnie do tego zbudowałem kalkulator wielkości pozycji oraz kalkulator ruiny gracza – opcje potrafią wyglądać na „tanie” (bo premia jest niska), ale skumulowane ryzyko serii takich transakcji potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych traderów.

Podsumowanie

Opcja to prawo, nie obowiązek – ale to, po której stronie tego prawa stoisz, całkowicie zmienia profil ryzyka. Nabywca ryzykuje z góry znaną, ograniczoną kwotę. Wystawca bierze na siebie zobowiązanie, które w skrajnym scenariuszu może być nieograniczone. Opcje binarne to osobna kategoria – nie inwestycja, tylko gra z ujemną wartością oczekiwaną wbudowaną w produkt. A na rynku krypto mechanika jest ta sama, tylko zmienność (i premie) zwykle wyższe.

Jeśli miałbym to streścić w jednym zdaniu: opcje są świetnym narzędziem w rękach kogoś, kto rozumie, co robi i po co – i bardzo drogą lekcją dla kogoś, kto traktuje je jak skrót do szybkiego zysku.

Dodaj komentarz