Jeszcze dwa lata temu, gdy chciałem mieć na blogu własny kalkulator, miałem dwie opcje: nauczyć się JavaScriptu albo zapłacić programiście. Dziś opisuję, czego potrzebuję, a sztuczna inteligencja wypluwa działający kod. Brzmi jak bajka. I właśnie dlatego trzeba na to spojrzeć chłodnym okiem, tak samo jak na każdą „gwarantowaną” okazję na rynku.
Vibe coding to dziś jedno z najmodniejszych haseł w świecie technologii. Jedni mówią, że to koniec programistów. Drudzy, że to fabryka dziurawych aplikacji. Ja korzystam z tego od dawna przy blogu i powiem Ci wprost: prawda leży pośrodku, a granica między hitem a kitem jest bardzo konkretna. Pokażę Ci, gdzie ona przebiega.
Czym jest vibe coding?
Termin wymyślił Andrej Karpathy, współzałożyciel OpenAI i były szef AI w Tesli. 2 lutego 2025 roku napisał na X, że jest nowy rodzaj kodowania, w którym całkowicie oddajesz się „vibe’om”, akceptujesz wykładniczy postęp i zapominasz, że kod w ogóle istnieje. Wpis zobaczyły miliony ludzi, a hasło żyło już własnym życiem.
W praktyce vibe coding wygląda tak:
- opisujesz zwykłym językiem, co ma robić program,
- model AI pisze kod,
- uruchamiasz go i patrzysz, czy działa,
- jeśli coś się sypie, wklejasz błąd z powrotem do AI i prosisz o poprawkę,
- powtarzasz, aż efekt Ci pasuje.
Kluczowe jest to, czego tu brakuje: nie czytasz kodu linijka po linijce i często nie rozumiesz, jak działa. Oceniasz tylko efekt. To ważne rozróżnienie. Jeśli doświadczony programista używa AI, ale przegląda i rozumie każdą zmianę, to jest programowanie wspomagane AI, a nie vibe coding. Vibe coding zaczyna się tam, gdzie przestajesz zaglądać pod maskę.
Skąd ten cały szum?
W listopadzie 2025 roku słownik Collinsa ogłosił „vibe coding” słowem roku. Jako trader wiem, że gdy temat trafia do mainstreamu, warto sprawdzić, czy za szumem stoją liczby. Tu akurat stoją.
Wiosną 2025 roku partner Y Combinatora, najsłynniejszego akceleratora startupów w Dolinie Krzemowej, przyznał, że w co czwartym startupie z zimowej edycji około 95% kodu wygenerowała sztuczna inteligencja (TechCrunch). Szef YC Garry Tan mówił, że założyciele nie potrzebują już zespołu kilkudziesięciu inżynierów, żeby wystartować.
Do tego doszedł wysyp narzędzi. Jedne są dla ludzi, którzy coś tam o kodzie wiedzą, jak Cursor czy Claude Code. Inne obiecują, że zbudujesz aplikację bez żadnej wiedzy technicznej, jak Lovable, Bolt, Replit czy v0. Wpisujesz „zrób mi aplikację do śledzenia wydatków” i po kilku minutach masz coś, co wygląda jak gotowy produkt.
No właśnie. Wygląda.
Przykłady: co realnie da się zbudować
Zacznę od siebie, bo to najuczciwszy przykład, jaki mogę podać. Na blogu mam dziś 13 interaktywnych kalkulatorów, od kalkulatora wielkości pozycji po symulację ruiny gracza metodą Monte Carlo. Wszystkie znajdziesz na stronie kalkulatory finansowe i giełdowe. Nie jestem programistą. Gdyby nie AI, większość z nich nigdy by nie powstała, bo zlecenie każdego z nich kosztowałoby więcej, niż przyniósłby ruchu.
Ale uwaga, to nie był czysty vibe coding w wersji „zapomnij, że kod istnieje”. Każdy kalkulator testowałem na liczbach, które znam z własnego tradingu, sprawdzałem przypadki brzegowe, a gdy coś się nie zgadzało, drążyłem, aż rozumiałem dlaczego. Właśnie ta różnica decyduje o tym, czy narzędzie jest hitem, czy kitem.
Oto rzeczy, które moim zdaniem świetnie nadają się do budowania z pomocą AI, nawet bez znajomości programowania:
- Kalkulatory i proste narzędzia na stronę – wielkość pozycji, procent składany, opłacalność DCA. Logika jest jasna, a wynik łatwo sprawdzić ręcznie.
- Osobisty dziennik tradingowy – arkusz albo prosta aplikacja, która liczy Twój win rate, średni zysk do średniej straty i drawdown.
- Skrypty do arkuszy kalkulacyjnych – automatyczne pobieranie kursów, przeliczanie portfela, raporty. Ja np. mam lokalną wersję kalkulatora wielkości pozycji, która sama pobiera aktualny kapitał z mojego arkusza.
- Wskaźniki i alerty w TradingView – AI całkiem sprawnie pisze skrypty w Pine Script. Wskaźnik, który tylko rysuje coś na wykresie, niczego Ci nie zepsuje.
- Prototypy pomysłów – chcesz sprawdzić, czy Twój pomysł na aplikację ma sens? Zamiast tygodni masz klikalną wersję w jeden wieczór.
- Automaty do nudnej roboty – zmiana nazw plików, porządkowanie danych, wyciąganie informacji z PDF-ów.
- Proste scrapery publicznych danych – mój kalkulator obligacji skarbowych codziennie sam aktualizuje oprocentowanie obligacji.
Wspólny mianownik? Narzędzia dla siebie albo proste, przejrzyste funkcje, których wynik łatwo zweryfikować i które nie trzymają cudzych danych ani Twoich pieniędzy.
Głośne sukcesy i haczyk, o którym się nie mówi
W sieci krąży mnóstwo historii typu „zrobił aplikację w weekend i zarabia miliony”. Sprawdziłem kilka najczęściej powtarzanych. Część się broni, część to przekręcone liczby. Oto dwie, które są dobrze udokumentowane.
Gra lotnicza Pietera Levelsa
Pieter Levels, znany holenderski twórca jednoosobowych biznesów internetowych, na początku 2025 roku zrobił z pomocą AI prosty symulator lotów działający w przeglądarce, fly.pieter.com. Pierwszą wersję postawił w krótkie popołudnie. Według jego własnych deklaracji gra zaczęła przynosić ponad 50 tys. dolarów miesięcznie, głównie ze sprzedaży reklam firmom, których logo latają po wirtualnym niebie (404 Media).
Brzmi jak dowód, że każdy może. Tylko że Levels od ponad dekady buduje produkty i ma na X setki tysięcy obserwujących. Ruch do gry nie przyszedł z samego kodu, tylko z jego zasięgów. Nawet 404 Media zatytułowało tekst wprost: Twoja gra raczej tyle nie zarobi.
Jason Lemkin i prawie milion użyć
Pamiętasz Lemkina, któremu agent Replit usunął bazę danych? Na tym się nie skończyło. W marcu 2026 roku opisał, że jego kilkanaście aplikacji zbudowanych z Replit i Claude Code, od analizatorów pitch decków po grę symulującą prowadzenie startupu, użyto łącznie blisko miliona razy. Samo SaaStr.ai zebrało 500 tys. użytkowników w pierwszych 45 dniach (SaaStr).
Najciekawsze jest jednak zakończenie jego tekstu. Po tym zrywie musiał zrobić 90 dni przerwy. Pisze wprost, że vibe coding wcale nie jest pasywny, tylko wyczerpujący. Spędzał na nim około dwóch godzin dziennie obok prowadzenia firmy i funduszu i nie był w stanie utrzymać tego tempa. Do tego miał wielką publiczność, z którą wypuszczał każdą aplikację.
Czego te historie nie pokazują
Znam ten mechanizm z rynku. W internecie widzisz screeny z transakcji na x100, ale nie widzisz tysięcy kont wyzerowanych po drodze. To klasyczny błąd przeżywalności. Z vibe codingiem jest identycznie: o aplikacji, która zarobiła miliony, przeczytasz wszędzie, a o setkach tysięcy, które nie zarobiły nic, nie napisze nikt.
Dlatego przy każdej takiej historii zadaj sobie trzy pytania:
- Skąd wziął się ruch? Najczęściej z zasięgów twórcy, a nie z samej aplikacji.
- Czy autor naprawdę nie umiał programować? Wielu „vibe coderów” z nagłówków to doświadczeni programiści albo przedsiębiorcy z zespołem.
- Kto podaje liczby? Przychody to zwykle deklaracje samych twórców, nie audytowane sprawozdania.
Nie znaczy to, że takie sukcesy są zmyślone. Znaczy, że AI skraca drogę od pomysłu do produktu, ale nie załatwia za Ciebie dystrybucji, marketingu ani cierpliwości.
Możliwości: dlaczego to naprawdę jest przełom
Nie należę do ludzi, którzy z zasady wyśmiewają każdą nowość. Vibe coding zmienia kilka rzeczy na dobre.
Bariera wejścia praktycznie zniknęła
Przez dekady między pomysłem a działającym programem stał mur: lata nauki albo spory budżet. Dziś trader, księgowa czy właściciel małego sklepu mogą zbudować narzędzie skrojone pod siebie. To jest realna demokratyzacja, a nie marketingowy slogan.
Oprogramowanie „dla jednej osoby”
Kiedyś nikt nie pisał programu dla jednego użytkownika, bo to się nie opłacało. Dziś możesz mieć narzędzie, które idealnie pasuje do Twojej strategii, Twojego arkusza i Twoich nawyków. Żaden gotowy produkt nie da Ci takiego dopasowania.
Szybkie testowanie pomysłów
W tradingu cenię tanie testowanie hipotez, zanim zaryzykuję prawdziwe pieniądze. Vibe coding daje to samo w biznesie: tani prototyp, szybka weryfikacja, decyzja. Jeśli pomysł jest słaby, tracisz wieczór, a nie pół roku.
Programiści też przyspieszają w nudnych zadaniach
Szablony, testy, dokumentacja, przepisywanie kodu z jednego formatu na drugi. W takich zadaniach AI potrafi oszczędzić mnóstwo czasu. Z jednym zastrzeżeniem, do którego zaraz dojdę.
Pułapki: gdzie vibe coding zamienia się w kit
Teraz część, którą większość poradników o vibe codingu zamiata pod dywan. Ja jej nie pominę, bo w tradingu nauczyłem się jednego: najpierw liczysz, ile możesz stracić, dopiero potem, ile zarobić.
1. Kod działa, ale jest dziurawy
W 2025 roku firma Veracode, która zajmuje się bezpieczeństwem aplikacji, przetestowała ponad 100 modeli językowych na 80 zadaniach programistycznych. Wynik: w 45% przypadków wygenerowany kod zawierał znane luki bezpieczeństwa, a gdy model miał do wyboru bezpieczny i niebezpieczny sposób, w niemal połowie przypadków wybierał ten drugi (raport Veracode). W Javie odsetek wpadek przekraczał 70%. Co gorsza, badacze zauważyli, że modele coraz lepiej piszą działający kod, ale wcale nie piszą bezpieczniejszego.
To jest sedno problemu. Aplikacja, która działa, nie jest aplikacją, która jest bezpieczna. A jeśli nie rozumiesz kodu, nie masz jak tego sprawdzić.
2. Otwarte drzwi do bazy danych
Najgłośniejszy przykład dotyczy platformy Lovable. Badacz Matt Palmer przeskanował 1645 aplikacji z jej publicznej galerii i w 170 z nich znalazł bazy danych, które mógł czytać, a często też zmieniać, każdy, kto wiedział, gdzie zapukać. Przyczyną były brakujące zabezpieczenia na poziomie wierszy w bazie (opis podatności). Wyciekały adresy e-mail, dane osobowe, a nawet klucze API.
Twórcy tych aplikacji nie byli złymi ludźmi. Po prostu nie wiedzieli, że czegoś brakuje. Aplikacja wyglądała profesjonalnie, logowanie działało, wszystko się klikało. Tylko drzwi od zaplecza stały otworem.
3. Agent, który robi, co chce
Lipiec 2025, Jason Lemkin, założyciel społeczności SaaStr, przez kilkanaście dni publicznie testował budowanie aplikacji z agentem AI na platformie Replit. Wprowadził wyraźne zamrożenie zmian: niczego nie ruszać bez pytania. Agent mimo to wykonał polecenia na produkcyjnej bazie danych i usunął rekordy ponad 1200 menedżerów i podobnej liczby firm. Potem twierdził, że przywrócenie danych jest niemożliwe, co okazało się nieprawdą (The Register). Szef Replit nazwał to niedopuszczalnym i firma dodała rozdzielenie bazy testowej od produkcyjnej.
Lekcja dla Ciebie? Agent AI z szerokimi uprawnieniami to jak danie komuś pełnomocnictwa do konta. Nie chodzi o to, czy ma złe intencje. Chodzi o to, że jeden błąd w ocenie sytuacji wystarczy.
4. Iluzja produktywności
Tu robi się ciekawie, bo to pułapka czysto psychologiczna. Organizacja badawcza METR przeprowadziła w 2025 roku kontrolowany eksperyment z 16 doświadczonymi programistami pracującymi nad dużymi projektami, które znali od lat. Z narzędziami AI wykonywali zadania średnio o 19% wolniej. Najlepsze jest jednak to, że po wszystkim byli przekonani, że AI przyspieszyło ich o około 20%.
Znam to z rynku. Trader bez dziennika transakcji też jest przekonany, że zarabia. Dopiero liczby pokazują prawdę. Uczciwie trzeba dodać, że badanie dotyczyło narzędzi z początku 2025 roku i ekspertów w ich własnym kodzie. Przy małych projektach i osobach bez doświadczenia wynik może być zupełnie inny. Ale wniosek zostaje: Twoje odczucie, że idzie szybciej, nie jest dowodem, że idzie szybciej.
5. Pętla poprawek i dług techniczny
Każdy, kto robił vibe coding dłużej niż tydzień, zna ten scenariusz. Prosisz AI o poprawkę jednego błędu, a ono psuje dwie inne rzeczy. Prosisz o naprawę tamtych, wraca pierwszy błąd. Po godzinie kręcisz się w kółko, a kod puchnie od łatek.
Dopóki projekt jest mały, to tylko irytuje. Gdy rośnie, zamienia się w dług techniczny: kod, którego nikt nie rozumie, nikt nie umie bezpiecznie zmienić i który pewnego dnia przestanie działać po aktualizacji jakiejś biblioteki. Wtedy jesteś zdany wyłącznie na AI, które sam ten bałagan stworzyło.
6. Pułapka specjalnie dla traderów: bot na vibe’ach
Ten punkt piszę z myślą o Tobie, jeśli handlujesz. Najbardziej kusząca rzecz do zbudowania przez vibe coding to bot tradingowy. Opisujesz strategię, AI pisze kod, podpinasz klucze API giełdy i bot handluje za Ciebie. Co może pójść nie tak? Bardzo dużo:
- Klucze API z uprawnieniem do wypłat – AI rzadko samo zapyta, czy na pewno potrzebujesz tak szerokich uprawnień. Klucz do handlu nigdy nie powinien mieć prawa do wypłaty środków.
- Klucze wpisane na sztywno w kod – a potem kod ląduje w publicznym repozytorium albo w czacie z kimś. Boty przeczesujące internet w poszukiwaniu takich kluczy działają całą dobę.
- Brak obsługi błędów – giełda zwróci nietypową odpowiedź, połączenie zerwie się w trakcie, a bot złoży zlecenie dwa razy albo w ogóle nie postawi stop lossa.
- Błąd w wielkości pozycji – jedno pomylone zero przy dźwigni oznacza likwidację, a nie drobną stratę. Dlatego zanim cokolwiek zautomatyzujesz, policz ryzyko ręcznie, np. w kalkulatorze wielkości pozycji, i porównaj z tym, co liczy bot.
- Backtest, który kłamie – AI chętnie napisze backtest z przepięknym wynikiem. Często z błędem typu „patrzenie w przyszłość” albo strategią dopasowaną do historii tak mocno, że na żywym rynku się rozsypie.
To samo dotyczy smart kontraktów. Kod na blockchainie jest publiczny i nie da się go łatwo poprawić po wdrożeniu. Smart kontrakt napisany na vibe’ach, trzymający cudze pieniądze, to zaproszenie dla hakerów.
Hit czy kit? Mój werdykt
Nie ma jednej odpowiedzi, bo vibe coding to narzędzie, a nie strategia. Ja oceniam każdy projekt dwoma pytaniami, dokładnie tak, jak oceniam pozycję przed wejściem:
- Ile mogę stracić, jeśli kod zawiedzie?
- Czy da się to łatwo cofnąć?
Z tego wychodzi prosta mapa.
Hit, gdy budujesz:
- narzędzia tylko dla siebie,
- prototypy i testy pomysłów,
- kalkulatory i wizualizacje, których wynik łatwo sprawdzić,
- automaty do nudnych zadań na kopiach danych,
- wskaźniki i alerty, które niczego same nie wykonują.
Kit, gdy w grę wchodzą:
- pieniądze, Twoje albo cudze, czyli boty z dostępem do konta, płatności, smart kontrakty,
- dane innych ludzi, czyli loginy, adresy, dane klientów,
- klucze API, hasła i dostęp do produkcyjnych systemów,
- aplikacje, które mają działać latami i rosnąć.
W tej drugiej grupie vibe coding w czystej postaci to proszenie się o kłopoty. AI możesz tam używać, ale z kimś, kto rozumie kod, albo przynajmniej z własną, rzetelną weryfikacją każdej zmiany.
Jak robić vibe coding z głową
Jeśli mimo wszystko chcesz budować, a powinieneś, bo to świetna umiejętność, trzymaj się kilku zasad, które sam stosuję:
- Zaczynaj od małego. Jedna funkcja, jeden kalkulator. Dopiero gdy działa i rozumiesz, co robi, dokładasz kolejne.
- Testuj na danych, które znasz. Jeśli kalkulator liczy wielkość pozycji, sprawdź go na kilku przykładach przeliczonych ręcznie. Liczby nie mają vibe’ów.
- Proś AI o wyjaśnienie kodu. Nie musisz umieć go napisać, ale powinieneś mniej więcej wiedzieć, co robi każdy fragment. Pytaj „dlaczego”, aż zrozumiesz.
- Zrób osobny przegląd bezpieczeństwa. Po skończeniu poproś AI, najlepiej w nowej rozmowie, o szukanie luk: wycieków kluczy, braku walidacji danych, otwartych baz.
- Nigdy nie wklejaj prawdziwych kluczy i haseł do kodu. Trzymaj je w zmiennych środowiskowych albo w menedżerze haseł. Klucze API giełd ograniczaj do minimum uprawnień i do konkretnych adresów IP.
- Rób kopie zapasowe i wersjonuj. Zanim pozwolisz AI cokolwiek zmienić, miej kopię, do której wrócisz jednym kliknięciem.
- Nie dawaj agentowi dostępu do produkcji. Testuj na kopii, a zmiany na żywym systemie zatwierdzaj sam.
- Bot najpierw na papierze. Każdą automatyczną strategię puść najpierw na koncie testowym albo z minimalną kwotą. Tygodnie, nie godziny.
Co dalej? Od vibe’ów do inżynierii
Najzabawniejsze w całej historii jest to, że sam Karpathy rok po wymyśleniu terminu uznał go za przestarzały. W lutym 2026 roku zaproponował nową nazwę, „agentic engineering” (The New Stack). Chodzi o to, że AI pisze dziś przeważającą część kodu, ale człowiek nie odpuszcza: planuje, nadzoruje agentów, sprawdza wyniki, odpowiada za jakość. Słowo „engineering” jest tu nieprzypadkowe.
Moim zdaniem to najlepsze podsumowanie całego zjawiska. Vibe coding obniżył próg wejścia, a to wielka rzecz. Ale profesjonalne oprogramowanie nadal wymaga dyscypliny, tak samo jak profesjonalny trading. Narzędzie się zmieniło. Zasada, że za wynik odpowiadasz Ty, a nie maszyna, zostaje.
Podsumowanie
Vibe coding to hit, jeśli traktujesz go jak supermoc do budowania własnych narzędzi i szybkiego testowania pomysłów. To kit, jeśli wierzysz, że możesz zapomnieć o kodzie i jednocześnie powierzyć mu pieniądze, dane klientów albo klucze do giełdy. Liczby są bezlitosne: niemal połowa wygenerowanego kodu ma luki, agenci potrafią usunąć produkcyjną bazę, a nasze poczucie produktywności bywa złudne.
Moja rada jest taka sama jak na rynku. Korzystaj śmiało, ale zarządzaj ryzykiem. Buduj małe rzeczy, sprawdzaj wyniki, nie dawaj AI więcej uprawnień, niż musi mieć. Wtedy vibe coding naprawdę pracuje dla Ciebie, a nie przeciwko Tobie.
FAQ – najczęstsze pytania o vibe coding
Czy do vibe codingu trzeba umieć programować?
Nie, żeby zacząć. Proste narzędzia zbudujesz bez żadnej wiedzy technicznej. Ale im poważniejszy projekt, tym bardziej przydaje się choćby podstawowe rozumienie kodu. Bez tego nie ocenisz, czy aplikacja jest bezpieczna, i utkniesz, gdy AI zacznie kręcić się w kółko.
Czy mogę zbudować bota tradingowego metodą vibe codingu?
Technicznie tak, ale to jeden z najbardziej ryzykownych pomysłów. Błąd w kodzie bota z dostępem do konta i dźwignią kosztuje realne pieniądze. Jeśli już, to klucze API bez prawa wypłat, długie testy na koncie demo lub minimalnej kwocie i ręczne sprawdzenie logiki zarządzania ryzykiem.
Czy da się zarobić na aplikacji zrobionej metodą vibe codingu?
Da się, są na to udokumentowane przykłady, choćby gra lotnicza Pietera Levelsa. Ale te sukcesy łączy coś, czego AI nie daje: duże zasięgi twórcy i doświadczenie w budowaniu produktów. Sam kod to dziś najtańsza część biznesu. Trudne jest zdobycie użytkowników.
Jakie narzędzia są najpopularniejsze?
Dla osób bez doświadczenia popularne są platformy typu Lovable, Bolt, Replit czy v0, które budują całą aplikację z opisu. Osoby z pewną wiedzą techniczną częściej sięgają po Cursor albo Claude Code. Do prostych kalkulatorów i skryptów wystarczy zwykły czat z modelem AI.
Czy vibe coding zastąpi programistów?
Zmienia ich pracę, ale ich nie zastępuje. Coraz więcej kodu pisze AI, za to rośnie wartość ludzi, którzy potrafią zaprojektować system, ocenić jakość i bezpieczeństwo oraz nadzorować agentów. To właśnie ten kierunek Karpathy nazwał „agentic engineering”.
Czym vibe coding różni się od agentic engineering?
Vibe coding to opisz, zaakceptuj, uruchom i zobacz, czy działa, bez czytania kodu. Agentic engineering to praca z agentami AI, które piszą kod, ale pod nadzorem człowieka: z planem, testami, przeglądem zmian i odpowiedzialnością za efekt.
Czy aplikacje zbudowane przez AI są bezpieczne?
Domyślnie nie można tego zakładać. Badanie Veracode wykazało luki w 45% przypadków, a przykład Lovable pokazał, że setki aplikacji mogą mieć otwarte bazy danych. Jeśli aplikacja przechowuje dane innych ludzi lub obsługuje pieniądze, potrzebuje przeglądu bezpieczeństwa przed udostępnieniem.


