tradingview
4 A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z

BitMarket.eu

BitMarket.eu to druga polska giełda bitcoina, uruchomiona 5 kwietnia 2011 roku – dokładnie dzień po Bitomacie. Prowadzili ją dwaj polscy programiści: Maciej Trębacz (znany w środowisku jako M4v3R) i Paweł Makulski (Makhul).

Działała do końca 2013 roku. W tym czasie przeszła przez serię włamań, z których jedno kosztowało użytkowników 18 787,72139217 BTC – i to jest, o ile mi wiadomo, największa pojedyncza strata w historii polskiego rynku kryptowalut.

Zanim przejdę dalej – rozróżnienie, które trzeba zrobić na samym początku, bo jest źródłem nieustannego zamieszania.

BitMarket.eu to nie BitMarket.pl

To dwie różne giełdy, prowadzone przez różne osoby, o różnych losach.

BitMarket.eu BitMarket.pl
Uruchomienie 5 kwietnia 2011 osobny projekt
Prowadzący Maciej Trębacz, Paweł Makulski założony przez Michała Plebana
Zmiana właściciela kwiecień 2015: Tobiasz Niemiro i Marcin Aszkiełowicz
Koniec zamknięcie pod koniec 2013 upadek w lipcu 2019
Skala strat 18 788 BTC (2012) około 2300 BTC, blisko 100 mln zł

Podobieństwo nazw sprawia, że oba serwisy są ze sobą mylone praktycznie w każdym zestawieniu historii polskiego rynku. To są osobne historie i osobni ludzie. Giełda, która upadła w 2019 roku, to BitMarket.pl – opisuję ją w tym słowniku pod własnym hasłem.

Kontekst: epoka amatorów

Żeby zrozumieć tę historię, trzeba pamiętać, jak wyglądał wtedy polski rynek.

Wiosną 2011 roku bitcoin kosztował kilkanaście dolarów, a polska społeczność skupiała się wokół świeżo powstałego forum bitcoin.pl. Cała infrastruktura tego rynku budowana była przez pojedynczych zapaleńców po godzinach.

W ciągu dwóch dni ruszyły dwie pierwsze polskie giełdy: Bitomat 4 kwietnia i BitMarket.eu 5 kwietnia. Polska była wtedy w europejskiej czołówce pod względem liczby platform i kantorów kryptowalutowych, a w Warszawie działała jedna z pierwszych na świecie Ambasad Bitcoina.

Warto to docenić, bo łatwo dziś ocenić tamte projekty przez pryzmat ich końca. Byli to ludzie budujący coś, dla czego nie istniały jeszcze żadne wzorce – ani standardy przechowywania, ani praktyki bezpieczeństwa, ani pojęcie audytu.

To samo jednak tłumaczy, dlaczego prawie wszystkie z nich skończyły tak samo.

Utrata 18 788 bitcoinów

Najgłośniejszy incydent miał miejsce w 2012 roku.

Trębacz ogłosił wtedy na międzynarodowym forum branżowym, że giełda utraciła 18 787,72139217 BTC. Przy ówczesnych cenach mówimy o kwocie rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów – w tamtym momencie dotkliwej, ale nie dramatycznej.

Oświadczenie operatorów wskazywało, że giełda nie ponosi winy za to zdarzenie – i miało to konkretne uzasadnienie.

Według relacji z tamtego okresu bitcoiny użytkowników zostały zdeponowane na zagranicznej giełdzie Bitcoinica, która w lipcu 2012 roku sama padła ofiarą kradzieży. Straty polskiej platformy były więc skutkiem włamania do podmiotu trzeciego, u którego trzymała ona powierzone sobie środki. To właśnie to zdarzenie doprowadziło ostatecznie do zamknięcia serwisu.

Cztery lata później, w 2016 roku, badacze bezpieczeństwa powiązali włamanie do polskiej giełdy z osobą odpowiedzialną za głośne ataki na duże serwisy internetowe tamtego okresu – co sugerowało, że padła ona ofiarą zawodowego przestępcy działającego w skali globalnej.

I tu jest sedno, warte zapamiętania niezależnie od tej konkretnej historii: z perspektywy klienta nie ma znaczenia, że jego środki zniknęły u dostawcy dostawcy. Powierzył je jednemu podmiotowi i to ten podmiot odpowiadał za decyzję, gdzie je przechować. Ryzyko kontrahenta Twojego kontrahenta jest Twoim ryzykiem – tylko go nie widzisz.

Nie był to zresztą jedyny incydent. Serwis przeszedł przez kilka włamań w trakcie swojego istnienia.

Koniec: prośba o wsparcie

Szczegół, który mówi o tamtej epoce więcej niż wszystkie liczby razem wzięte.

W końcowym okresie działalności serwis zwracał się do użytkowników z prośbą o darowizny, żeby utrzymać go przy życiu. Miał też problemy ze zwrotem środków osobom, które ucierpiały we wcześniejszych incydentach.

Zatrzymajmy się na tym. Giełda przechowująca cudze pieniądze prosiła swoich klientów o dobrowolne wpłaty na jej utrzymanie.

To nie jest opis oszustwa. To jest opis projektu prowadzonego bez kapitału, bez rezerw i bez modelu biznesowego zdolnego udźwignąć konsekwencje własnych błędów – czyli dokładnie tego, czym w 2011 roku były wszystkie polskie giełdy.

Serwis został zamknięty pod koniec 2013 roku.

Czego uczy ta historia

1. Brak kapitału jest ryzykiem operacyjnym. Giełda bez rezerw nie ma z czego pokryć incydentu. Właśnie dlatego dzisiejsze przepisy unijne wymagają od licencjonowanych podmiotów kapitału własnego – to nie jest biurokratyczna formalność, tylko odpowiedź na dokładnie ten problem.

2. Ryzyko kontrahenta Twojego kontrahenta jest Twoim ryzykiem. Środki użytkowników leżały na innej giełdzie, która została okradziona. Operatorzy mieli rację, mówiąc, że sami nie zawinili – i nie zmieniło to niczego dla poszkodowanych. Pytanie „gdzie ta giełda trzyma moje aktywa” jest równie ważne jak pytanie „czy ta giełda jest uczciwa”.

3. Dwóch programistów to za mało. Nie z powodu kompetencji, tylko dlatego, że nie istniał nikt, kto mógłby zweryfikować ich decyzje – ani audytor, ani nadzorca, ani współwłaściciel z odmiennym zdaniem.

4. „Nie nasza wina” nie zwraca pieniędzy. To jest najważniejszy wniosek. Prawna ocena odpowiedzialności to jedna sprawa, a stan Twojego portfela to zupełnie inna.

5. Podobne nazwy to realne ryzyko. Historia BitMarket.eu i BitMarket.pl pokazuje, jak łatwo pomylić dwa podmioty. Ten sam mechanizm wykorzystują dziś oszuści, rejestrując domeny i tokeny łudząco podobne do prawdziwych.

Perspektywa czasowa

Jedna uwaga, którą trzeba postawić ostrożnie, żeby nie popaść w mądrość po fakcie.

18 788 bitcoinów przy dzisiejszych cenach to kwota liczona w miliardach złotych. W 2012 roku była to strata dotkliwa, ale mieszcząca się w kategorii „nieprzyjemnej przygody”.

Nie znaczy to, że ktokolwiek popełnił błąd, nie doceniając przyszłej wartości – tego nie dało się wtedy wiedzieć. Znaczy natomiast, że decyzje o zabezpieczeniu aktywów podejmuje się przy dzisiejszych cenach, a konsekwencje ponosi się przy przyszłych.

To jest argument za tym, żeby standardy bezpieczeństwa ustawiać wyżej, niż wynikałoby z bieżącej wartości chronionych środków. Dotyczy giełd i dotyczy Twojego portfela.

Cztery mity

Mit 1: „BitMarket to jedna giełda.” To dwa różne serwisy: BitMarket.eu z lat 2011–2013 oraz BitMarket.pl, który upadł w 2019 roku. Różni ludzie, różne historie.

Mit 2: „BitMarket.eu był pierwszą polską giełdą.” Był drugi. Pierwszy był Bitomat, uruchomiony dzień wcześniej.

Mit 3: „Skoro operator nie zawinił, to nie była jego sprawa.” Użytkownicy stracili środki niezależnie od tego, kto zawinił. Odpowiedzialność za przechowywanie cudzych aktywów obejmuje również dobór dostawców.

Mit 4: „To odległa historia.” Wzorzec – brak rezerw, brak audytu, klucze na serwerze produkcyjnym – powtarzał się na polskim rynku jeszcze przez piętnaście lat, ostatnio na skalę setek milionów złotych.

Co zapamiętać

BitMarket.eu to druga polska giełda bitcoina, uruchomiona 5 kwietnia 2011 roku przez Macieja Trębacza i Pawła Makulskiego, działająca do końca 2013 roku.

Trzy rzeczy ponad resztą:

Utrata 18 787,72 BTC w 2012 roku to największa pojedyncza strata w historii polskiego rynku kryptowalut. Operatorzy wskazywali, że wina nie leżała po ich stronie.

To nie ta sama giełda co BitMarket.pl, która upadła w lipcu 2019 roku – to osobne podmioty prowadzone przez inne osoby.

W końcowym okresie serwis prosił użytkowników o darowizny, żeby utrzymać działalność. To najlepszy możliwy opis kondycji polskich giełd tamtego okresu.