Dziesięć lat. Usiadłem dziś, żeby to napisać, i szczerze – trudno mi ogarnąć tę liczbę. Nie dlatego, że czas płynął wolno. Dlatego, że płynął tak szybko, że gdybyś mnie zapytał rok temu „ile lat prowadzisz bloga”, musiałbym chwilę liczyć na palcach.
Nie będzie tu laurki dla samego siebie. Nie lubię takich tekstów i Ty pewnie też nie. Będzie za to szczera relacja z dekady – co się udało, w czym się myliłem, i dlaczego mimo wszystko dalej to robię, mimo że nikt mnie do tego nie zmusza.
Spis treści
Zacznijmy od początku, bo warto pamiętać, skąd się wyszło
Zanim powstał blog, było pięć lat handlu kontraktami CFD, walutami na forexie i na kryptowalutach. 2011 rok, rynek, który wtedy w Polsce dla większości ludzi kojarzył się wyłącznie z akcjami na GPW i lokatami w banku. Ja siedziałem po nocach nad wykresami, ucząc się na własnych błędach, bo materiałów po polsku było bardzo mało. To, czego się nauczyłem w tamtych latach, ukształtowało wszystko, co potem napisałem na blogu – łącznie z tym, że nie znoszę tekstów, które obiecują Ci łatwe pieniądze.
Blog ruszył w 2016 roku. Rok później dołączył kanał na YouTube, na którym od tamtej pory nagrałem już ponad 800 filmów. Robię to sam – piszę, nagrywam na YT, ogarniam SEO, grzebię w WordPressie o trzeciej w nocy, kiedy coś się psuje. Bez zespołu, bez czyjegoś nadzoru nad tym, co mogę, a czego nie mogę napisać. To był świadomy wybór i po dziesięciu latach wiem, że słuszny.
Dlaczego „Prezes”
Wszystko zaczęło się w 2011 r. od nicku prezes na nieistniejącym już polskim forum bitcoin.
Wielu z Was pyta, dlaczego anonimowość. Odpowiedź jest prosta i wcale nie tajemnicza: wolę, żeby liczyło się to, co napisałem, a nie kim jestem. Kiedy piszę pod pseudonimem, nie mam żadnego interesu w tym, żeby budować sobie wizerunek „eksperta od sukcesu” albo sprzedawać Ci kurs za 3000 zł, bo muszę spłacić kredyt na dom w prestiżowej dzielnicy. Nie mam Ferrari do pokazania na Instagramie. Mam wykresy, liczby i piętnaście lat doświadczenia na rynku.
Ta anonimowość to nie jest gra. To filtr, który wymusza na mnie pisanie o tym, co działa, a nie o tym, co dobrze wygląda w miniaturce na YouTube.
Co się przez te lata zmieniło na rynku a co nie
Kiedy zaczynałem, kryptowaluty dla przeciętnego Polaka to był Bitcoin po kilkanaście dolarów i etykietka „internetowe zabawki dla informatyków”. Dziś MiCA reguluje rynek na poziomie unijnym, giełdy mają licencje CASP, a Bitcoin bywa tematem debat bankowych centralnych. Zmieniło się dosłownie wszystko na poziomie infrastruktury, regulacji, dostępności.
A jednak – i to jest sedno tego, co robię od ponad dekady – ludzka psychologia nie zmieniła się ani o jotę. To samo FOMO, które w 2017 roku pchało ludzi do kupowania szczytów, pcha ich dzisiaj. Ta sama chciwość, która każe komuś dźwignię x50 zamienić w x100 „bo przecież tym razem się uda”. Ten sam strach, który każe sprzedawać dołki. Napisałem dziesiątki tekstów o zarządzaniu ryzykiem, o tym, dlaczego „wysokie wynagrodzeni” to nie to samo co bogactwo, i wciąż wracam do tego samego wniosku: matematyka rynku jest prostsza niż psychologia człowieka, który na tym rynku działa.
To dlatego wolę pisać o dyscyplinie, wielkości pozycji i realistycznych oczekiwaniach niż o „sygnałach” i „okazjach życia”. Bo te drugie sprzedają się lepiej, ale nikogo nie rozwijają.
Co się udało
Nie chowam się za fałszywą skromnością – kilka rzeczy uważam za swój prawdziwy sukces:
Konsekwencja. Dziesięć lat bez zespołu, bez większych przerw na „wypalenie zawodowe” ogłoszone w mediach społecznościowych. Po prostu regularna praca.
Słownik pojęć. To, co zaczęło się jako kilka wpisów wyjaśniających RSI czy Sharpe Ratio, urosło do rozbudowanej encyklopedii pojęć giełdowych i kryptowalutowych po polsku – miejsca, do którego sam czasem wracam, żeby sprawdzić, czy dobrze coś sformułowałem.
Kalkulatory. Kalkulator wielkości pozycji, kalkulator ruiny gracza, kalkulator optymalnego stop lossa, kalkulator kapitału końcowego – to narzędzia, które sam bym chciał mieć dziesięć lat temu. Zamiast czytać o zarządzaniu ryzykiem w teorii, możesz teraz wpisać swoje liczby i zobaczyć twardą matematykę.
Ponad 50 przeczytanych książek o inwestowaniu, tradingu i psychologii rynku, z których część znajdziesz opisaną w dziale książek na blogu – bo uważam, że powinieneś wiedzieć, kogo czytałem, zanim zacząłem pisać na blogu.
Co bym zrobił inaczej
Nie będę udawał, że wszystko poszło gładko.
Zbyt długo trzymałem pewne treści w formie, która była poprawna merytorycznie, ale słaba technicznie – artykuły bez porządnej struktury SEO, strony kalkulatorów bez odpowiedniego opisu kontekstu. Dopiero w ostatnim czasie porządnie się tym zająłem – czyszczenie HTML-a, poprawa Core Web Vitals, przemyślana architektura linkowania wewnętrznego. Gdybym zrobił to pięć lat wcześniej, prawdopodobnie dziś rozmawialibyśmy o innej skali tego projektu.
Myliłem się też czasem co do rynku. Byłem zarówno zbyt sceptyczny, jak i w innych momentach zbyt optymistyczny. Rynek regularnie przypomina mi, że nikt – łącznie ze mną – nie ma w tym wszystkim pewności.
Dla kogo to wszystko robię
Szczerze? Dla Ciebie, który czytasz to zdanie, i dla mnie sprzed piętnastu lat, który nie miał do kogo pójść z pytaniem „jak nie stracić wszystkiego na pierwszej dźwigni”. Ten blog powstał z braku – braku polskojęzycznych materiałów, które nie sprzedają, tylko tłumaczą. I taki chcę, żeby pozostał.
Nie obiecuję Ci, że dzięki mnie zostaniesz milionerem. Obiecuję Ci, że jeśli tu zostaniesz na dłużej, nauczysz się myśleć o ryzyku inaczej niż większość ludzi wokół Ciebie – a to w tym zawodzie znaczy więcej niż jakikolwiek „sygnał”.
Co dalej
Następna dekada nie będzie wyglądać jak ta pierwsza – i dobrze. Rozwijam dział kalkulatorów, uzupełniam słownik o kolejne pojęcia, których wciąż brakuje, porządkuję architekturę strony tak, żeby łatwiej było Ci znaleźć to, czego szukasz. Rynek będzie się zmieniał szybciej niż kiedykolwiek – sztuczna inteligencja, kolejne fale regulacji, nowe instrumenty. Moim zadaniem pozostanie to samo: tłumaczyć to bez owijania w bawełnę i bez sprzedawania Ci złudzeń.
Dziękuję, że tu jesteś – niezależnie od tego, czy czytasz mnie od pierwszego wpisu w 2016 roku, czy trafiłeś tu dziś przez wyszukiwarkę, szukając wyjaśnienia jednego terminu. Ta dekada należała do Ciebie tyle samo, co do mnie. Zobaczmy, co przyniesie kolejna.
Prezes


