Minęło prawie 3 lata od rekomendacji ChataGPT w co inwestować pod koniec 2023 roku, jaką opublikowałem na blogu. Co się od tego czasu zmieniło, czy LLM-y są już bardziej trafne ze swoimi prognozami, czy może nadal człowiek lepiej potrafi lokować swoje oszczędności. Poniżej tekst wygenerowany przez ChataGPT bez żadnych zmian, można sobie porównać do tego sprzed 3 lat.
Im bliżej końca 2026 roku, tym częściej pojawia się pytanie, które na pierwszy rzut oka wydaje się proste: w co inwestować? Problem polega na tym, że rynek nie znajduje się dziś w środowisku, w którym można po prostu wskazać jeden aktyw i uznać sprawę za zamkniętą.
Rok 2026 przyniósł jednocześnie kilka bardzo ważnych zjawisk: utrzymującą się niepewność geopolityczną, podwyższoną inflację, wysokie koszty pieniądza, ogromne wydatki na obronność i infrastrukturę, dalszy boom inwestycji związanych ze sztuczną inteligencją oraz powrót dużej zmienności na rynku kryptowalut. W takich warunkach inwestor powinien myśleć nie tylko o potencjalnej stopie zwrotu, ale również o tym, co może pójść nie tak.
Na początku września 2026 roku sytuacja makroekonomiczna nadal jest mieszana. IMF prognozuje globalny wzrost gospodarczy na około 3% w 2026 roku i 3,4% w 2027 roku, ale jednocześnie wskazuje na podwyższoną inflację i przewagę ryzyk po stronie negatywnej. Jednym z głównych problemów pozostają napięcia geopolityczne oraz ich wpływ na ceny energii.
Z kolei Polska nadal pozostaje jedną z relatywnie szybciej rozwijających się gospodarek Europy. OECD prognozuje wzrost polskiego PKB o około 3% w 2026 roku oraz 2,6% w 2027 roku, przy stopniowym obniżaniu inflacji. Jednocześnie organizacja zwraca uwagę na ryzyka związane z cenami energii, geopolityką oraz wysokim deficytem sektora publicznego.
Dlatego zamiast szukać jednej „inwestycji roku”, warto zastanowić się, które aktywa mają najlepszy stosunek potencjalnego zysku do ryzyka w konkretnym scenariuszu gospodarczym.
Najważniejsze pytanie: w jakim środowisku będziemy inwestować?
Końcówka 2026 roku wygląda zdecydowanie inaczej niż klasyczny okres powrotu do bardzo taniego pieniądza. W Stanach Zjednoczonych Rezerwa Federalna utrzymywała w lipcu przedział stopy funduszy federalnych na poziomie 3,50–3,75%, jednocześnie wskazując, że inflacja pozostaje podwyższona względem celu 2%. Kolejne posiedzenie FOMC zaplanowano na 15–16 września.
Co istotne, najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy nie wskazują na gwałtowne załamanie gospodarki. W sierpniu zatrudnienie poza rolnictwem wzrosło o 162 tys., a stopa bezrobocia wyniosła 4,1%. Jednocześnie inflacja CPI w lipcu wynosiła 3,4% rok do roku, natomiast inflacja bazowa 2,5%. Dane dotyczące CPI za sierpień mają zostać opublikowane 11 września.
To bardzo ważne dla inwestora. Jeżeli inflacja pozostanie uporczywa, banki centralne mogą utrzymywać restrykcyjną politykę pieniężną dłużej, niż oczekuje rynek. Jeżeli natomiast presja inflacyjna zacznie wyraźnie słabnąć, aktywa ryzykowne mogą otrzymać dodatkowe paliwo w postaci niższych oczekiwanych kosztów finansowania.
W Europie sytuacja również nie jest jednoznaczna. ECB w lipcu pozostawił stopy procentowe bez zmian, a stopa depozytowa wynosiła 2,25%. Bank podkreślał jednocześnie wysoką niepewność związaną przede wszystkim z cenami energii i sytuacją geopolityczną.
Oznacza to, że w drugiej połowie 2026 roku stopy procentowe, inflacja i rentowności obligacji pozostają jednymi z najważniejszych zmiennych dla praktycznie wszystkich klas aktywów.
Globalne akcje – nadal fundament długoterminowego portfela
Jeżeli inwestuję z horyzontem kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, akcje pozostają dla mnie podstawowym aktywem wzrostowym. Nie oznacza to jednak, że każda giełda i każda spółka jest obecnie równie atrakcyjna.
Największą zaletą szerokiego globalnego ETF-u jest to, że nie muszę przewidywać, która gospodarka okaże się zwycięzcą. Zamiast obstawiać jednego kraju, sektora czy przedsiębiorstwo, kupuję cały koszyk przedsiębiorstw.
Problemem jest natomiast wycena części rynku amerykańskiego. Według danych FactSet z lipca forward P/E dla S&P 500 wynosiło około 20,1, powyżej średniej pięcioletniej wynoszącej 19,9 oraz dziesięcioletniej na poziomie 19,0. Jednocześnie oczekiwania dotyczące wzrostu zysków amerykańskich spółek pozostawały bardzo wysokie.
To prowadzi do bardzo ważnego wniosku: dobry biznes nie musi być dobrą inwestycją przy każdej cenie.
S&P 500 nadal może rosnąć, jeżeli zyski spółek będą rosły zgodnie z oczekiwaniami. Ryzyko polega jednak na tym, że przy wysokich wycenach wystarczy rozczarowanie wynikami, wzrost rentowności obligacji lub bardziej jastrzębia polityka Fed, aby inwestorzy zaczęli obniżać mnożniki, które są gotowi płacić za przyszłe zyski.
Dlatego pod koniec 2026 roku zdecydowanie bardziej podoba mi się podejście „kupuję szeroki rynek i dokładam systematycznie” niż próba odgadnięcia, która pojedyncza spółka będzie kolejnym Nvidia.
Europa – mniej spektakularna, ale interesująca
Europejskie akcje nie mają tak mocnego „story” jak amerykańskie spółki technologiczne, ale właśnie to może być ich zaletą.
STOXX Europe 600 miał na koniec sierpnia 2026 roku forward P/E na poziomie około 14,8, a więc wyraźnie niższym niż wycena S&P 500 raportowana przez FactSet. Indeks oferował również wyższą stopę dywidendy.
Nie oznacza to oczywiście, że Europa jest automatycznie „tania”, a Stany Zjednoczone „drogie”. Niższa wycena częściowo wynika ze struktury europejskiego rynku, mniejszego udziału najbardziej rentownych spółek technologicznych oraz innych perspektyw wzrostu gospodarczego.
Mimo to dla inwestora budującego portfel długoterminowy Europa może być interesującym uzupełnieniem ekspozycji amerykańskiej. Szczególnie wtedy, gdy nie chcę, aby cały portfel był zależny od jednej gospodarki i jednego zestawu spółek technologicznych.
Małe spółki – ciekawa opcja, ale wymagają cierpliwości
Small caps mogą być interesujące w środowisku, w którym gospodarka przyspiesza, finansowanie zaczyna tanieć, a inwestorzy zwiększają apetyt na ryzyko.
Jednocześnie małe przedsiębiorstwa są bardziej wrażliwe na koszt kredytu, płynność i kondycję gospodarki. Dlatego nie traktowałbym ich jako podstawy portfela, lecz jako element zwiększający potencjał wzrostowy.
W praktyce znacznie bardziej podoba mi się szeroki ETF na segment small caps niż wybór kilku pojedynczych małych spółek. Ryzyko błędu fundamentalnego jest wtedy zdecydowanie mniejsze.
Obligacje – 2026 przypomina, że rentowność też ma znaczenie
Przez wiele lat inwestorzy przyzwyczaili się do sytuacji, w której obligacje oferowały bardzo niskie rentowności. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna.
Na początku września rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich znajdowała się w okolicach 4,8%, a więc inwestor może otrzymywać znaczący nominalny dochód bez konieczności inwestowania w akcje czy kryptowaluty.
Nie oznacza to, że obligacje są pozbawione ryzyka. Przy długim terminie zapadalności wzrost rentowności powoduje spadek ceny istniejących obligacji. Jeżeli więc kupuję długoterminowy papier i rentowności jeszcze mocniej wzrosną, jego wycena rynkowa może spaść.
Dlatego pod koniec 2026 roku szczególnie interesująca może być drabina obligacji, krótsze terminy zapadalności oraz stopniowe rozkładanie zakupów w czasie.
Dla inwestora z Polski dochodzi jeszcze jedno zagadnienie: ryzyko walutowe. Obligacja denominowana w USD może zachować się zupełnie inaczej dla Polaka niż dla inwestora rozliczającego się w dolarze.
Gotówka i instrumenty rynku pieniężnego – to też jest pozycja inwestycyjna
W świecie inwestowania istnieje bardzo szkodliwe przekonanie, że cały kapitał powinien być nieustannie „w rynku”. Nie.
Czasami najlepszą decyzją jest po prostu czekać.
Gotówka, krótkoterminowe obligacje skarbowe czy fundusze rynku pieniężnego mogą pełnić trzy funkcje: chronić część kapitału, dawać bieżące odsetki oraz zapewniać amunicję na moment, kiedy na rynku pojawi się przecena.
Wartość tej ostatniej funkcji jest często niedoceniana. Jeżeli rynek spada o 20%, inwestor posiadający 100% kapitału w akcjach może jedynie obserwować spadek albo sprzedawać. Inwestor posiadający 20–30% płynnych środków ma możliwość kupowania.
Nie bez powodu na początku września 2026 roku globalne fundusze rynku pieniężnego notowały silny napływ kapitału. Reuters informował o napływie 46,1 mld USD w tygodniu zakończonym 2 września, co wskazywało na wzrost ostrożności inwestorów.
Złoto – nie po to, żeby się wzbogacić, ale żeby przetrwać
Złoto jest dla mnie zupełnie innym aktywem niż akcje czy Bitcoin. Nie kupuję go przede wszystkim po to, aby wygenerować maksymalną stopę zwrotu. Kupuję je jako ubezpieczenie od określonych scenariuszy.
Do tych scenariuszy należą między innymi silny wzrost niepewności geopolitycznej, problemy z zaufaniem do walut fiducjarnych, utrzymująca się inflacja oraz zwiększona potrzeba dywersyfikacji rezerw.
W 2026 roku popyt banków centralnych na złoto nadal pozostawał istotnym argumentem strukturalnym. Według World Gold Council banki centralne kupiły netto 289 ton złota w II kwartale 2026 roku, co było rekordem dla drugiego kwartału. W lipcu banki centralne dokonały kolejnych zakupów netto na poziomie 23 ton.
Trzeba jednak pamiętać, że złoto również potrafi mocno spaść. W pierwszej połowie 2026 roku jego cena najpierw ustanawiała rekordy, a później znacząco się skorygowała. World Gold Council wskazywał, że przy ówczesnym otoczeniu makroekonomicznym możliwa była względnie ograniczona zmienność, ale jednocześnie podkreślał wrażliwość rynku złota na geopolitykę, realne stopy procentowe i sentyment inwestorów.
Dlatego traktowałbym złoto jako element dywersyfikujący, a nie jako jedyny filar portfela.
Bitcoin – wciąż najbardziej asymetryczny składnik portfela
Bitcoin pod koniec 2026 roku jest znacznie trudniejszy do oceny niż jeszcze kilka lat temu.
Z jednej strony mamy coraz większą instytucjonalizację rynku. Przykładem jest iShares Bitcoin Trust, który na początku września posiadał aktywa o wartości ponad 63 mld USD.
Z drugiej strony Bitcoin pozostaje aktywem o bardzo wysokiej zmienności i ogromnej wrażliwości na płynność, oczekiwania dotyczące stóp procentowych oraz globalny apetyt na ryzyko.
Na początku września 2026 roku Bitcoin wrócił w okolice 80 tys. USD po bardzo mocnym sierpniowym odbiciu. Reuters zwracał uwagę, że cena przebiła ważne średnie techniczne, ale jednocześnie wskazywał kluczowe poziomy, których utrata mogłaby ponownie pogorszyć sytuację techniczną.
Co ważne, ostatni wzrost nie powinien być automatycznie interpretowany jako początek kolejnej wielkiej hossy. W komentarzach rynkowych zwracano uwagę między innymi na znaczenie short squeeze oraz zamykania krótkich pozycji.
Dlatego moje podejście do Bitcoina jest proste: tak, ale wielkość pozycji musi odpowiadać zmienności aktywa.
Jeżeli Bitcoin spada o 50%, nie powinno to powodować katastrofy całego portfela. Jeżeli jednak ktoś przeznacza na niego 60–80% majątku, przestaje mówić o dywersyfikacji i zaczyna mówić o bardzo agresywnym zakładzie na jeden scenariusz.
Ethereum i altcoiny – tutaj zaczyna się zupełnie inna gra
Nie stawiałbym znaku równości pomiędzy Bitcoinem a altcoinami.
Bitcoin posiada najbardziej dojrzałą infrastrukturę instytucjonalną i największą płynność. W przypadku altcoinów ryzyko projektu, konkurencji, tokenomiki, regulacji i utraty zainteresowania jest znacznie większe.
Dlatego jeżeli inwestuję w rynek kryptowalut, podział powinien wyglądać raczej tak:
| Segment | Charakterystyka |
|---|---|
| Bitcoin | główny, relatywnie najbardziej dojrzały składnik rynku |
| Ethereum | większy potencjał, ale również większe ryzyko niż BTC |
| Altcoiny | bardzo wysoka zmienność i ryzyko utraty kapitału |
| Memecoiny | spekulacja, a nie klasyczna inwestycja |
Im niżej schodzę na tej drabinie ryzyka, tym mniejszą część portfela jestem gotów poświęcić.
Sztuczna inteligencja – megatrend, ale nie każdy beneficjent będzie zwycięzcą
AI pozostaje jednym z najważniejszych motywów inwestycyjnych drugiej połowy dekady. Problem polega na tym, że rynek już od dawna o tym wie.
Inwestowanie w AI nie powinno sprowadzać się do kupowania wszystkiego, co ma w nazwie „AI”. Najważniejsze pytanie brzmi: kto rzeczywiście zarabia na rosnących nakładach na sztuczną inteligencję?
Beneficjentami mogą być producenci układów scalonych, dostawcy centrów danych, infrastruktury energetycznej, sieci, chłodzenia, oprogramowania oraz firmy, które potrafią realnie zwiększać marże dzięki zastosowaniu AI.
Jednocześnie największym zagrożeniem pozostaje koncentracja. Jeżeli zbyt duża część przyszłych oczekiwanych zysków została już uwzględniona w cenach akcji, nawet świetne wyniki operacyjne mogą nie wystarczyć do wygenerowania wysokiej stopy zwrotu.
To właśnie dlatego szeroki indeks jest dla mnie ciekawszy niż próba znalezienia jednej „spółki przyszłości”.
Nieruchomości – nadal inwestycja, ale nie automatyczna
Nieruchomości pozostają ważnym aktywem dla polskiego inwestora, ale pod koniec 2026 roku trudno traktować je jako prosty sposób na ochronę kapitału.
Najważniejsze stają się cena zakupu, lokalizacja, relacja czynszu do ceny nieruchomości, koszt finansowania i realna rentowność po uwzględnieniu podatków, remontów, pustostanów oraz kosztów obsługi.
Innymi słowy: nieruchomość nie jest dobrą inwestycją dlatego, że jest nieruchomością.
Jeżeli kupuję mieszkanie po bardzo wysokiej cenie i uzyskuję niski zwrot z najmu, licząc jednocześnie na dalszy wzrost ceny, to w praktyce nie inwestuję w rentowny biznes, tylko spekuluję na wzrost wartości aktywa.
Surowce – interesujące w scenariuszu inflacyjnym
Surowce mogą być interesujące pod koniec 2026 roku przede wszystkim jako zabezpieczenie przed określonymi scenariuszami makroekonomicznymi.
Wysokie ceny energii mogą podnosić inflację i jednocześnie ograniczać wzrost gospodarczy. Z kolei globalne inwestycje w infrastrukturę, energetykę, centra danych i obronność zwiększają zapotrzebowanie na określone metale i komponenty.
Nie próbowałbym jednak budować całego portfela surowcowego. Rynek commodities jest wyjątkowo cykliczny i w wielu przypadkach znacznie bardziej zależny od podaży i popytu niż od klasycznej wyceny przedsiębiorstwa.
Jak wyglądałby mój portfel pod koniec 2026 roku?
Nie istnieje jeden idealny portfel. Inaczej powinien wyglądać portfel osoby, która za 20 lat chce mieć kapitał emerytalny, a inaczej portfel tradera, który aktywnie reaguje na rynek.
Jako przykład można jednak stworzyć trzy proste modele.
| Aktywo | Portfel ostrożny | Portfel zrównoważony | Portfel agresywny |
|---|---|---|---|
| Globalne akcje | 35% | 50% | 55% |
| Obligacje / instrumenty rynku pieniężnego | 40% | 25% | 10% |
| Złoto | 15% | 10% | 10% |
| Bitcoin | 5% | 10% | 20% |
| Gotówka | 5% | 5% | 5% |
To oczywiście nie jest rekomendacja inwestycyjna ani uniwersalna recepta. Pokazuje jedynie sposób myślenia: kapitał można dzielić według funkcji, a nie według modnych aktywów.
Co może być największym błędem inwestora w końcówce 2026 roku?
Moim zdaniem największym błędem nie będzie wybór złego ETF-u.
Największym błędem będzie postawienie całego kapitału na jeden scenariusz.
Jeżeli inwestor zakłada, że Fed natychmiast zacznie obniżać stopy, kupuje agresywnie akcje i kryptowaluty. Jeżeli zakłada wielką inflację, kupuje złoto. Jeżeli boi się recesji, kupuje obligacje. Jeżeli obawia się wojny, kupuje surowce. Każdy z tych scenariuszy może mieć pewną logikę.
Problem pojawia się wtedy, kiedy ktoś zakłada, że wie, który scenariusz na pewno się wydarzy.
Rynek finansowy tak nie działa.
Trzy scenariusze na końcówkę 2026 roku
Scenariusz 1: miękkie lądowanie
Inflacja stopniowo spada, gospodarka pozostaje względnie silna, a banki centralne mogą łagodzić politykę pieniężną. W takim otoczeniu dobrze mogą zachowywać się akcje, szczególnie spółki wzrostowe, small caps oraz część rynku kryptowalut.
Scenariusz 2: stagflacja
Wzrost gospodarczy słabnie, ale inflacja pozostaje wysoka, między innymi z powodu energii i napięć geopolitycznych. To zdecydowanie trudniejsze środowisko. W takim przypadku większą rolę mogą odgrywać złoto, krótkoterminowe instrumenty dłużne oraz przedsiębiorstwa mające silną pozycję cenową.
Scenariusz 3: recesja i gwałtowne pogorszenie sentymentu
W tym wariancie akcje i kryptowaluty mogą zanotować głęboką korektę. Paradoksalnie właśnie wtedy płynność może stać się największym atutem inwestora. Kapitał utrzymywany poza rynkiem może zostać wykorzystany do zakupów po znacznie niższych cenach.
Jak inwestować, kiedy nie wiemy, który scenariusz wygra?
Odpowiedź jest znacznie mniej spektakularna niż większość internetowych porad inwestycyjnych.
Dywersyfikować.
Nie oznacza to kupowania trzydziestu przypadkowych aktywów. Dobra dywersyfikacja polega na połączeniu składników, które reagują odmiennie na poszczególne scenariusze.
Akcje mają zapewniać wzrost kapitału. Obligacje i gotówka mają zwiększać stabilność oraz zapewniać płynność. Złoto ma pełnić funkcję aktywa defensywnego. Bitcoin może zwiększać potencjalną stopę zwrotu, ale również znacząco podnosić ryzyko portfela.
To znacznie rozsądniejsze niż poszukiwanie jednego aktywa, które „na pewno urośnie”.
Moja kolejność wyboru aktywów na koniec 2026 roku
Gdybym miał dzisiaj uporządkować najciekawsze dla mnie klasy aktywów, nie tworzyłbym rankingu „co najbardziej urośnie”. Bardziej interesuje mnie relacja potencjału do ryzyka.
1. Globalne akcje – podstawowy składnik długoterminowego portfela.
2. Obligacje i instrumenty rynku pieniężnego – szczególnie interesujące przy obecnych rentownościach i jako źródło płynności.
3. Złoto – zabezpieczenie przed określonymi ryzykami makroekonomicznymi i geopolitycznymi.
4. Bitcoin – wysokie ryzyko, ale również potencjalnie bardzo wysoka asymetria zysku do straty.
5. Europa i small caps – interesujące jako uzupełnienie ekspozycji na amerykańskie megacapy.
6. Nieruchomości – atrakcyjne przede wszystkim wtedy, gdy kupujemy konkretny biznes po rozsądnej cenie, a nie samą „nieruchomość”.
7. Altcoiny i aktywa spekulacyjne – tylko jako niewielka część kapitału przeznaczonego na ryzyko.
Najważniejsza inwestycja pod koniec 2026 roku?
Paradoksalnie wcale nie musi nią być akcja, obligacja, złoto czy Bitcoin.
Może nią być płynność i elastyczność.
Na początku września 2026 roku rynki bardzo mocno reagują na dane dotyczące inflacji, rynku pracy, rentowności obligacji oraz polityki banków centralnych. To oznacza, że warunki inwestycyjne mogą zmieniać się znacznie szybciej niż kilka lat temu.
Nie potrzebuję więc portfela, który idealnie przewidzi przyszłość. Potrzebuję portfela, który przetrwa sytuację, w której moja prognoza okaże się błędna.
To właśnie jest moim zdaniem najważniejsza zasada inwestowania pod koniec 2026 roku.
Nie szukam aktywa, które na pewno wzrośnie. Szukam takiej konstrukcji portfela, która pozwoli mi zarabiać, kiedy mam rację, i przetrwać, kiedy jej nie mam.
Bo na rynku nie wygrywa inwestor, który najlepiej przewiduje przyszłość. Wygrywa ten, który odpowiednio zarządza kapitałem wtedy, gdy przyszłości przewidzieć się nie da.
Materiał ma charakter edukacyjny i nie stanowi indywidualnej rekomendacji inwestycyjnej. Dobór aktywów powinien uwzględniać własny horyzont inwestycyjny, tolerancję ryzyka, płynność finansową oraz sytuację majątkową.


