tradingview

Każdy może mieć swoją rację i to jest OK

⏱️ Czas czytania: 4 min

W świecie, który coraz częściej dzieli się na „moje” i „twoje”, „czarne” i „białe”, „prawdziwe” i „fałszywe”, zapominamy o jednym fundamentalnym fakcie: ludzka rzeczywistość nie jest zero-jedynkowa. Różnimy się nie tylko opiniami, ale też doświadczeniami, emocjami i sposobem myślenia. I choć może się to wydawać chaotyczne, paradoksalnie właśnie to czyni nasz świat bardziej ludzki. Bo prawda jest taka, że każdy może mieć swoją rację – i to jest całkowicie w porządku.

Racja nie musi być absolutna

Racja nie zawsze oznacza uniwersalną prawdę. Dla kogoś „najlepszy sposób na stres to bieganie”, a dla innej osoby – „cisza i książka”. Czy któraś z tych racji jest lepsza? Nie. Obie są słuszne – w kontekście konkretnego człowieka.

Nasze poglądy, decyzje i postawy są kształtowane przez:

  • środowisko, w którym dorastaliśmy,

  • traumy i sukcesy, które nas ukształtowały,

  • wartości, które uznaliśmy za ważne.

To, co dla jednej osoby jest oczywiste, dla drugiej może być niezrozumiałe – i odwrotnie. Akceptacja tej różnorodności to wyraz dojrzałości, a nie słabości.

Emocje to też racje

W dyskusjach często odrzucamy cudze uczucia, mówiąc: „przesadzasz”, „nie ma się czym przejmować”. A przecież emocje również są racjami – subiektywnymi, ale realnymi. Jeśli ktoś czuje się zraniony, nie mamy prawa tego deprecjonować tylko dlatego, że my nie czulibyśmy się podobnie w tej sytuacji.

Empatia to umiejętność powiedzenia: „Nie rozumiem do końca, ale szanuję, że tak to widzisz”.

Inwestowanie to nie religia

Dobrym przykładem, jak bardzo nasze racje mogą się różnić – i jak bardzo może to być w porządku – jest świat inwestowania. Jeden inwestor wierzy w długoterminowe ETF-y, inny w dywidendowe akcje, a jeszcze inny – w Bitcoina czy startupy. Każdy z nich ma swoje racje: swoje doświadczenia, swoją tolerancję ryzyka, swoją wizję przyszłości.

Problem pojawia się, gdy próbujemy przekonać innych, że nasza strategia to jedyna słuszna droga. A przecież rynek to nie religia – nie wymaga wyznania jednej prawdy. To przestrzeń, w której można budować własną strategię w oparciu o wiedzę, intuicję, analizę i… osobiste przekonania.

Niektórzy unikają ryzyka jak ognia – i to OK. Inni wręcz przeciwnie – żyją spekulacją i szukają emocji – i to też OK, jeśli są tego świadomi. Nikt nie ma monopolu na przyszłość, dlatego warto mówić o inwestycjach z pokorą, a nie z misyjnością.

Dyskusja ≠ wojna

Problem pojawia się, gdy zakładamy, że nasza racja musi wygrać. Że dyskusja ma tylko jeden cel – przekonać drugą stronę do zmiany zdania. A co, gdybyśmy zmienili perspektywę i uznali, że dyskusja to:

  • okazja do wzajemnego poznania swoich światów,

  • możliwość rozwoju własnego myślenia,

  • szansa na zderzenie się z innym spojrzeniem bez konieczności rezygnowania ze swojego?

Nie musimy się zgadzać, żeby się szanować. Możemy się nie zgadzać – i wciąż rozmawiać z ciekawością zamiast z agresją.

Siła w akceptacji różnorodności

Społeczeństwo, które daje przestrzeń na różne racje:

  • buduje lepsze relacje,

  • tworzy zdrowsze środowisko pracy,

  • rozwija się szybciej, bo korzysta z wielu perspektyw.

Akceptacja różnic to nie kapitulacja. To świadomy wybór życia w świecie, który jest złożony, niejednoznaczny – i dzięki temu piękny.


Podsumowanie

Nie zawsze musimy mieć wspólną rację. Czasem wystarczy, że nasze racje mogą współistnieć. To, co dla Ciebie jest logiczne, dla kogoś innego może być absurdalne – ale jeśli zrozumiemy, że każdy człowiek patrzy przez inny pryzmat, zamiast budować mury, zaczniemy budować mosty.

I właśnie dlatego: każdy może mieć swoją rację – i to jest OK.

Dodaj komentarz