Aktualizacja: 28 września 2026. Artykuł napisany od nowa. Pierwsza wersja ukazała się w czerwcu 2017 roku.
Pierwszą wersję tego tekstu opublikowałem w czerwcu 2017 roku. Bitcoin właśnie ruszał w swoją największą hossę, a w internecie wysypało się mnóstwo „platform”, które obiecywały zyski bez handlu, bez analizy i bez ryzyka. Wystarczyło kupić pakiet, polecić znajomym i patrzeć, jak saldo rośnie.
Kilka miesięcy później pod artykułem rozgorzała dyskusja. Jeden z czytelników zarzucił mi, że nie rozumiem, jak działa FutureNet. Pisał, że jego znajomi po 14 miesiącach wyciągnęli na czysto po 50–80 tysięcy dolarów, a jemu samemu inwestycja już się zwróciła, więc „teraz tylko zyski”. Odpowiedziałem krótko, że wolę dmuchać na zimne. Inny czytelnik zapytał mnie wtedy, czy po wielkim evencie w Japonii dalej uważam DasCoin za lipę. Odpowiedziałem, że oczywiście tak.
Minęło kilka lat. DasCoin rozsypał się w 2019 roku. Przed FutureNet ostrzegał UOKiK, w 2020 roku platforma została oficjalnie uznana za piramidę, a prokuratura we Wrocławiu prowadzi śledztwo, w którym mowa o ponad 20 tysiącach pokrzywdzonych i stratach nie mniejszych niż 90 milionów złotych. Token FuturoCoin, który w maju 2018 roku kosztował ponad 32 dolary, spadł poniżej dolara w nieco ponad rok, a dziś jest wyceniany na ułamki centa.
Nie piszę tego, żeby się chwalić trafną prognozą. Nie było w niej nic genialnego. To była zwykła matematyka, która działa zawsze tak samo. I właśnie o tej matematyce jest ten artykuł.
Spis treści
Dlaczego napisałem ten tekst od nowa
Wersja z 2017 roku była krótka, emocjonalna i miała jedną poważną wadę. W punkcie o programach Revenue Share napisałem, że jeśli nie wyciągniesz w porę włożonego kapitału, stracisz wszystko. Brzmi rozsądnie, prawda? Problem w tym, że to zdanie po cichu podsuwa myśl, że da się wejść, zarobić i wyjść na czas. A to jest dokładnie ta sama myśl, na której żerują organizatorzy piramid.
Każdy uczestnik piramidy wierzy, że to on wyjdzie przed upadkiem. Wszyscy naraz nie mogą mieć racji. Dlatego w tej wersji mówię wprost: nie ma „dobrego momentu na wyjście”, bo nie ma dobrego momentu na wejście.
Druga rzecz: od 2017 roku zmieniło się opakowanie. Dziś rzadko ktoś mówi otwarcie o „revenue share”. Mówi się o botach AI do tradingu, akademiach tradingowych z programem partnerskim, stakingu z gwarantowanym APY czy „społeczności inwestorów”. Mechanizm jest ten sam, zmieniły się tylko słowa.
Piramida finansowa i schemat Ponziego: jak to działa
Piramida finansowa i schemat Ponziego to dwa warianty tego samego pomysłu. Pieniądze wypłacane uczestnikom jako „zysk” nie pochodzą z żadnej realnej działalności, tylko z wpłat kolejnych osób.
Różnica jest głównie techniczna:
- W piramidzie wprost zarabiasz na tym, że kogoś wprowadzisz. Wpłacasz, rekrutujesz, dostajesz prowizję z wpłat osób pod Tobą. Struktura jest widoczna i często chwali się nią sam organizator.
- W schemacie Ponziego rekrutacja nie musi być Twoim zadaniem. Organizator obiecuje stały zwrot z „inwestycji” (w złoto, w arbitraż, w bota tradingowego) i wypłaca go z pieniędzy nowych klientów. Ty widzisz tylko rosnące saldo.
W praktyce większość współczesnych przekrętów łączy oba elementy: obiecuje stały zwrot i jednocześnie płaci prowizje za polecenia. Bo to najszybciej pompuje dopływ gotówki.
Matematyka, której nie da się oszukać
Załóżmy, że każdy uczestnik ma wprowadzić sześć osób. Pierwszy poziom to jedna osoba, drugi sześć, trzeci 36, czwarty 216. Brzmi niewinnie. Ale na trzynastym poziomie potrzebujesz już ponad 2 miliardów ludzi, a na czternastym około 13 miliardów, czyli więcej, niż żyje na całej Ziemi.
Żadna piramida nie dochodzi nawet w pobliże tych poziomów. Pada dużo wcześniej, bo nowi ludzie przestają przychodzić w tempie, które pokrywa obietnice złożone starszym. A kiedy dopływ zwalnia, dzieje się zawsze to samo: wypłaty stają się wolniejsze, pojawiają się „problemy techniczne”, a potem drzwi się zamykają.
Najważniejsza konsekwencja tej matematyki: większość uczestników zawsze traci. Nie dlatego, że mieli pecha albo weszli za późno. Tylko dlatego, że osoby na dole piramidy są z definicji liczniejsze niż osoby na górze, a to właśnie one finansują zyski tych wyżej.
Amber Gold i OneCoin: jak wygląda koniec
Polska ma swój podręcznikowy przykład. Amber Gold w latach 2009–2012 przyjął od blisko 19 tysięcy osób prawie 851 milionów złotych. Obiecywał inwestycje w złoto i oprocentowanie od kilku do kilkunastu procent rocznie, czyli wyraźnie więcej niż lokata, ale na tyle „rozsądnie”, żeby nie odstraszać. W sierpniu 2012 roku spółka zakończyła działalność i nie wypłaciła klientom ani wpłat, ani odsetek.
Twórca Amber Gold dostał prawomocnie 15 lat więzienia. A klienci? Z masy upadłościowej odzyskali około 11 procent zgłoszonych wierzytelności. Próba wywalczenia odszkodowania od Skarbu Państwa zakończyła się w 2025 roku oddaleniem pozwu przez sąd apelacyjny. Wyrok więzienia dla oszusta nie oddaje nikomu pieniędzy.
Na świecie największym symbolem jest OneCoin. W latach 2014–2016 ponad trzy miliony ludzi wpłaciło w tę „kryptowalutę” łącznie ponad 4 miliardy dolarów. OneCoin był sprzedawany przez sieć marketingu wielopoziomowego, a jego twórcy reklamowali go jako „zabójcę Bitcoina”. Tokeny okazały się bezwartościowe. Współzałożyciel dostał w USA 20 lat więzienia, a założycielka od lat jest na liście najbardziej poszukiwanych przez FBI.
Zauważ jedną rzecz: DasCoin, o który pytał mnie czytelnik w 2017 roku, był zbudowany na tym samym modelu co OneCoin. Ludzie, którzy za nim stali, wcześniej promowali właśnie OneCoin. Schemat się nie zmienia, zmieniają się tylko nazwy.
Co mówi polskie prawo, czyli dlaczego polecanie znajomym to Twój problem
W Polsce piramida jest wprost zakazana. Ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym w art. 7 pkt 14 uznaje za nieuczciwą praktykę rynkową w każdych okolicznościach zakładanie, prowadzenie lub propagowanie systemów promocyjnych typu piramida, w których korzyści zależą głównie od wprowadzania kolejnych osób, a nie od sprzedaży produktów.
Zwróć uwagę na słowo „propagowanie”. Za piramidę odpowiada nie tylko organizator, ale też każdy, kto ją aktywnie promuje. I to nie jest martwy przepis:
- W 2021 roku UOKiK nałożył łącznie około 740 tysięcy złotych kar na trzech przedsiębiorców, którzy propagowali piramidy. Jeden z nich na swojej stronie zachęcał do założenia konta w FutureNet.
- W październiku 2025 roku UOKiK nałożył prawie 10 milionów złotych kary na International Markets Live, a w lutym 2026 roku ponad 6,7 miliona złotych na Eaconomy.
- W sierpniu 2026 roku UOKiK ukarał łącznie kwotą ponad 400 tysięcy złotych cztery osoby, które promowały te dwa projekty w mediach społecznościowych, głównie wśród młodych ludzi szukających szybkiego sukcesu.
Wniosek jest prosty. Jeśli wrzucasz link polecający do „platformy” na Instagram, TikTok albo do grupy na Facebooku, to nie jesteś inwestorem. Z punktu widzenia prawa możesz być propagatorem nielegalnego systemu. A do tego osoby, które namówiłeś, stracą pieniądze, a Ty stracisz ich zaufanie.
Marketing wielopoziomowy (MLM): legalny, ale czy opłacalny?
Marketing wielopoziomowy sam w sobie nie jest nielegalny. Firma MLM sprzedaje realne produkty (kosmetyki, suplementy, chemię domową, garnki) przez sieć dystrybutorów, a dystrybutorzy zarabiają na własnej sprzedaży i na prowizjach od sprzedaży osób, które wprowadzili.
Granica między MLM a piramidą przebiega w jednym miejscu: skąd naprawdę pochodzą pieniądze. Jeśli większość przychodu to sprzedaż produktów klientom z zewnątrz, którzy kupiliby je i tak, mamy legalny biznes. Jeśli większość przychodu to pakiety startowe, obowiązkowe zakupy własne i opłaty nowych dystrybutorów, to jest piramida z produktem w roli przykrywki.
Co mówią liczby
W 2018 roku fundacja AARP przeprowadziła w USA duże badanie osób, które uczestniczyły w MLM. Wyniki:
- około 47 procent uczestników straciło pieniądze,
- około 27 procent wyszło na zero,
- tylko około 25 procent miało jakikolwiek zysk, a ponad połowa z tej grupy zarobiła mniej niż 5 tysięcy dolarów,
- mniej więcej dwie trzecie nie przystąpiłoby do tej samej firmy ponownie.
To są dane z rynku, na którym MLM działa legalnie od dziesięcioleci. Inne analizy, bardziej krytyczne wobec branży, podają jeszcze gorsze liczby. Ale nawet przyjmując najbardziej łagodne szacunki, trzech na czterech uczestników nie zarabia nic albo dopłaca.
Dlaczego MLM to gorsza wersja etatu
W 2017 roku napisałem, że praca w MLM to gorsze wydanie pracy w korporacji. Po latach dalej tak uważam i potrafię to lepiej uzasadnić.
Na etacie dostajesz pensję niezależnie od tego, czy firma w danym miesiącu dobrze sprzedała. W MLM całe ryzyko przerzucone jest na Ciebie. Płacisz za pakiet startowy, często masz minimalny miesięczny obrót do utrzymania statusu, płacisz za szkolenia, eventy i materiały. Firma zarabia na Tobie, zanim Ty zarobisz cokolwiek.
Do tego dochodzi koszt, którego nikt nie liczy: relacje. Twoim pierwszym rynkiem są rodzina i znajomi. Po kilku miesiącach ludzie zaczynają omijać Twoje telefony, bo wiedzą, o czym będzie rozmowa.
Całość napędza marzenie o wolności finansowej, które zawsze jest „za rok”. Na scenie eventu stoi kilka osób z samochodami i zdjęciami z wakacji. Nie widać tysięcy tych, którzy dopłacali do ich prowizji.
Jeśli chcesz budować coś swojego, lepiej zbuduj własną markę, własną usługę albo własny sklep. A jeśli potrzebujesz stabilności, zwykły etat daje ją uczciwiej, bo przynajmniej nie udaje, że jest Twoim biznesem.
Revenue Share: piramida w przebraniu platformy
Programy Revenue Share to w teorii model, w którym platforma dzieli się z użytkownikami swoimi przychodami, najczęściej z reklam. W praktyce w tej niszy trudno znaleźć cokolwiek innego niż piramidę. To połączenie wszystkiego, co najgorsze w piramidach i w MLM:
- Zarabiasz za nic. Kupujesz „pakiety reklamowe” albo „matryce”, klikasz w reklamy, oglądasz filmiki. Ta praca nie tworzy żadnej wartości, a reklamy oglądają głównie inni uczestnicy, którzy też kupili pakiety.
- Masz swoją strukturę. Program daje Ci „drużynę” osób pod Tobą, z której dostajesz prowizje. Czujesz się jak menedżer, ale w rzeczywistości jesteś rekruterem.
- Kusi Cię reinwestycja. Platforma zachęca, żeby zyski przeznaczać na kolejne pakiety i wykorzystywać procent składany. Brzmi jak mądra strategia, a w praktyce służy temu, żeby pieniądze jak najdłużej nie opuszczały systemu.
FutureNet jest tu przykładem wręcz podręcznikowym. Platforma ruszyła w 2014 roku jako „portal społecznościowy dzielący się zyskami”. Żeby dołączyć, trzeba było kupić pakiet za kwotę od 10 do 1000 dolarów, a dodatkowe korzyści dawało rekrutowanie kolejnych osób. Obok działał FutureAdPro ze sprzedażą pakietów reklamowych i własny token FuturoCoin. Wszystko wyglądało jak ekosystem technologiczny. Pod spodem był przepływ pieniędzy od nowych do starych uczestników.
Jak wygląda upadek programu Revenue Share
Scenariusz powtarza się tak często, że można go rozpisać jak instrukcję:
- Faza euforii. Wypłaty działają sprawnie, promotorzy pokazują zrzuty ekranu z wypłat, rośnie liczba nowych kont.
- Pierwsze tarcia. Pojawiają się limity wypłat, nowe procedury weryfikacji konta, dłuższy czas realizacji.
- Nowe opłaty. Platforma wprowadza abonamenty albo „poziomy członkostwa”, bez których zarabia się mniej lub wypłata jest niemożliwa.
- Własny token. Zamiast gotówki dostajesz wewnętrzną walutę albo token, który „wkrótce wejdzie na giełdy”. To bardzo wygodne dla organizatorów, bo zobowiązanie w dolarach zamieniają na obietnicę bez pokrycia.
- Problemy techniczne, migracja, nowa wersja platformy. Czyli gra na czas.
- Koniec. Strona znika albo startuje „restart” pod inną nazwą.
Jeśli widzisz punkt 2 lub 3 w programie, w którym masz pieniądze, to nie jest chwilowy problem. To jest początek końca.
Nowe opakowania tego samego schematu
Nazwa „Revenue Share” wyszła z mody, ale sam model ma się świetnie. Oto formy, w których najczęściej spotykam go dziś:
- Boty AI i copy trading z gwarantowanym zwrotem. Stały dzienny lub miesięczny procent, „algorytm, który nigdy nie przegrywa” i program partnerski z kilkoma poziomami prowizji. Żaden uczciwy system tradingowy nie daje stałego zwrotu, bo rynek go nie daje.
- Akademie tradingowe z programem partnerskim. Kupujesz pakiet szkoleniowy za kilka tysięcy, a prawdziwe pieniądze obiecują Ci za wprowadzanie kolejnych kursantów. UOKiK ukarał już kilka takich projektów. Jeśli prowizje z rekrutacji są ważniejsze niż sam trading, to wiesz, czym jest ten biznes.
- Staking i „arbitraż” z nierealnym APY. Kilka procent tygodniowo „z arbitrażu między giełdami” albo „z farmy DeFi”, bez możliwości sprawdzenia, skąd to się bierze.
- Tokeny z wbudowanym poleceniem. Kupujesz token, polecasz innych, dostajesz nagrody w tym samym tokenie, którego jedyną wartością jest napływ nowych kupujących.
Wspólny mianownik zawsze jest ten sam: stały, wysoki zwrot, brak weryfikowalnego źródła zysku i nacisk na rekrutację.
„Ale mój znajomy wypłacił” – najczęstsze argumenty i co z nimi zrobić
„Wypłaty działają, sam widziałem”
Oczywiście, że działają. Wypłaty to najlepsza reklama piramidy i organizatorzy dbają o nie najbardziej. Działająca wypłata nie świadczy o tym, że platforma zarabia. Świadczy tylko o tym, że w tej chwili wpływa więcej pieniędzy niż wypływa.
„Już mi się zwróciło, więc nie mogę stracić”
To dokładnie argument czytelnika z 2017 roku. Pomyśl, co on znaczy. Każda złotówka, którą wypłacasz ponad swój wkład, pochodzi z wpłaty kogoś, kto wszedł po Tobie i najpewniej ją straci. Nie ma innego źródła. Twój „czysty zysk” to czyjaś strata, często osoby, którą sam wprowadziłeś.
Do tego „wyjście na zero” to nie jest zysk. Kapitał, który przez rok leżał w piramidzie, mógł w tym czasie pracować bezpiecznie, choćby w obligacjach skarbowych. Koszt alternatywny też jest kosztem.
„To nie piramida, bo mają produkt”
Produkt nic nie zmienia, jeśli nikt by go nie kupił bez obietnicy zarobku. Amber Gold miał złoto, OneCoin miał „blockchain”, FutureNet miał portal i token. Pytanie nie brzmi „czy jest produkt”, tylko „skąd pochodzą pieniądze na wypłaty”.
„Firma ma opinię prawną i jest zarejestrowana”
Rejestracja spółki w Estonii, Singapurze czy na Dominice kosztuje niewiele i nic nie mówi o legalności modelu biznesowego. Opinia prawna zamówiona przez samą firmę opisuje to, co firma chciała opisać.
Najczęstsze błędy, przez które ludzie tracą pieniądze
- Ocenianie projektu po tym, kto go poleca. Piramidy rozchodzą się przez zaufanie. Polecenie od kolegi, rodziny albo ulubionego influencera to nie jest analiza.
- Traktowanie wysokiego zwrotu jako zalety. Stały zwrot kilku procent miesięcznie to nie okazja, tylko czerwona flaga. Na prawdziwym rynku wysoki zwrot zawsze idzie w parze z wysokim ryzykiem i zmiennością.
- Wiara w wyjście na czas. Nikt nie wie, kiedy piramida padnie. Organizatorzy też często nie wiedzą. Moment zamknięcia wypłat zwykle zaskakuje nawet najbardziej zaangażowanych promotorów.
- Reinwestowanie „zysków”. Każde kliknięcie „reinwestuj” to decyzja, żeby pieniądze zostały w systemie, który w końcu je zatrzyma.
- Dokładanie w fazie problemów. Kiedy wypłaty zwalniają, ludzie kupują kolejny pakiet albo abonament, żeby „odblokować” wypłatę. To najdroższy błąd ze wszystkich.
- Ukrywanie strat. Wstyd powoduje, że poszkodowani milczą, a promotorzy dalej rekrutują. Zgłoszenie do UOKiK lub na policję pomaga nie tylko Tobie.
Checklista: 10 pytań przed wpłatą pieniędzy
Zanim wpłacisz cokolwiek w „okazję”, której nie rozumiesz, przejdź przez te pytania. Jeśli na którekolwiek z pierwszych pięciu odpowiedź brzmi „nie wiem”, to już jest odpowiedź.
- Skąd dokładnie pochodzi zysk? Czy możesz to sprawdzić niezależnie, a nie tylko przeczytać w materiałach firmy?
- Czy zwrot jest obiecany z góry? Stały procent dzienny, tygodniowy lub miesięczny to najsilniejszy sygnał ostrzegawczy.
- Czy zarabiasz więcej na poleceniach niż na samym produkcie? Jeśli tak, to jest system oparty na rekrutacji.
- Czy kupiłbyś produkt bez możliwości zarobku? Po tej samej cenie, na własny użytek?
- Kto stoi za firmą? Pełne imiona i nazwiska, kraj rejestracji, licencje nadzorcze. Anonimowy zespół i spółka w raju podatkowym to zły znak.
- Czy firma jest na liście ostrzeżeń publicznych KNF? Sprawdź na stronie Komisji Nadzoru Finansowego.
- Czy UOKiK wydał ostrzeżenie lub decyzję w tej sprawie? Wpisz nazwę firmy i słowo „UOKiK” w wyszukiwarkę.
- Czy są niezależne analizy spoza sieci promotorów? Recenzje pisane przez osoby z linkiem polecającym się nie liczą.
- Czy możesz wypłacić całość kapitału w dowolnym momencie, bez opłat i limitów? Jeśli nie, to nie Ty kontrolujesz swoje pieniądze.
- Czy stać Cię na utratę 100 procent tej kwoty? Przy piramidzie to nie jest scenariusz pesymistyczny, tylko najbardziej prawdopodobny.
Narzędzia, które pomagają to sprawdzić
- Lista ostrzeżeń publicznych KNF – rejestr podmiotów, wobec których Komisja złożyła zawiadomienie do prokuratury. Pierwsze miejsce, które warto sprawdzić przed jakąkolwiek wpłatą.
- Komunikaty i decyzje UOKiK – urząd publikuje ostrzeżenia konsumenckie i decyzje dotyczące systemów typu piramida, łącznie z karami dla promotorów.
- Niezależne serwisy analizujące MLM – po angielsku najbardziej znanym jest BehindMLM, który opisuje modele wynagrodzeń setek projektów, w tym tych, które działały w Polsce.
- Kalkulator procentu składanego – wpisz obiecywany zwrot i zobacz, co z niego wynika. Przy 1 procencie dziennie kapitał po roku rośnie niemal 38-krotnie, a przy 2 procentach dziennie ponad 1300-krotnie. Nikt na świecie tak nie zarabia w sposób trwały. Jeśli liczby wyglądają absurdalnie, to dlatego, że są absurdalne.
- Kalkulator obligacji skarbowych – dobry punkt odniesienia. Tyle mniej więcej daje Ci państwo przy minimalnym ryzyku. Każda obietnica wyraźnie wyższego zwrotu „bez ryzyka” wymaga bardzo dobrego wyjaśnienia.
- Kalkulator ruiny gracza – pokazuje, jak szybko ryzykowne decyzje prowadzą do utraty kapitału. W piramidzie prawdopodobieństwo ruiny dla większości uczestników jest bliskie 100 procent z definicji.
Jeśli chcesz poczytać więcej o tym, dlaczego mam tak ostre zdanie o takich projektach, zajrzyj też do tekstu Dlaczego nie lubię piramid finansowych i innych scamów.
Co zamiast: zarabiaj na wartości, a nie na czyjejś stracie
W piramidzie zysk jednej osoby zawsze jest stratą innej. To gra o sumie ujemnej, bo organizatorzy zabierają swoją część, zanim ktokolwiek dostanie wypłatę.
Jeśli masz talent do sprzedaży, a wielu ludzi w MLM i Revenue Share naprawdę go ma, sprzedawaj coś wartościowego. Coś, co się komuś przyda i za co zapłaci chętnie, a nie dlatego, że liczy na prowizję. Wtedy każda transakcja buduje zaufanie, Twoją markę i relacje, z których za kilka lat może wyrosnąć coś dużo większego.
Wciskanie ludziom byle czego w kolorowym papierze działa dokładnie odwrotnie. Tracisz wiarygodność, tracisz znajomych, a w najgorszym razie dostajesz decyzję UOKiK z karą i obowiązkiem opublikowania jej na własnym profilu.
Jeśli chodzi o inwestowanie, prawdziwe pieniądze buduje się nudno: regularnie odkładany kapitał, rozsądne zarządzanie ryzykiem, wiedza zdobywana latami i cierpliwość. Nie ma w tym stałego procentu dziennie ani drużyny poleconych. Jest za to coś, czego żadna piramida Ci nie da: kapitał, który za dziesięć lat dalej będzie Twój.
Podsumowanie
- Piramida finansowa i schemat Ponziego zawsze padają, bo wypłaty pochodzą z wpłat nowych uczestników, a tych jest skończenie wiele. Większość uczestników traci z samej konstrukcji systemu.
- Promowanie piramidy jest w Polsce zakazane, a UOKiK karze nie tylko organizatorów, ale też influencerów i zwykłych promotorów.
- MLM jest legalny, ale według badań trzy czwarte uczestników nic nie zarabia albo dopłaca. Kluczowe pytanie brzmi: skąd pochodzą pieniądze.
- Revenue Share i jego nowe wersje (boty AI, akademie z programem partnerskim, staking z nierealnym APY) to piramidy w nowym opakowaniu.
- Nie ma dobrego momentu na wyjście, bo nie ma dobrego momentu na wejście.



Lepiej późno niż wcale…przeczytać BlogPrezesa. Mądry Polak po szkodzie, ale wszystko prowadzi do lepszej edukacji, mądrzejszych decyzji, prostszych strategii. Dzięki Prezes. Uwielbiam Twój „optymizm”
Haha, przypomina mi to tlumaczenie sie kobiet maltretowanych przez swoich facetów, „Codziennie mówi ze mnie kocha i nigdy by mi krzywdy nie zrobil, co prawda pare razy juz podbil mi oko ale to z zazdrosci o mnie, bo tak mnie kocha.”
Dziwnie sie sklada ze te same skompromitowane osoby co rusz zakladaja nowe piramidy
Raczej Tak.
„Wciskając komuś gówno ubrane w kolorowy papier i przewiązane złotą wstążeczką: oszukujesz innych” – zgadzam się z tym w pełni. Też naciągali mnie. Tyle szczęścia, że ogarnięty był człowiek i jakoś udało się w większości wyciągnąć w dobrym momencie wkład. Naprawdę jest sporo możliwości zarabiania w legalnych biznesach. Wystarczy pomyśleć i trochę poczytać. Pozdrawiam Prezesa!
Amber gold inwestował w linie lotniczą a okazał się zwyklą piramidą finansową.
Łatwo się inwestuje nie swoimi pieniędzmi.
Dlatego też odradzam inwestycje w tego rodzaju firmy.
Matematyki nie oszukasz, jeżeli ludzie zsczną wypłacac pieniądze i nie będzie nowych naiwnych to firma zwinie się szybciej niż powstała.
Na razie sprzyja im hossa na Bitcoinie ale jak długo potrwa tego nikt nie wie.
Ja tu czegoś nie rozumiem. Jak ktoś z tak potencjalną „wiedzą” może porównywać „inwestowanie” a raczej odkupienie po znajomości upadających linii lotniczych do inwestowania w krypto walutę i giełdę kryptowalut (w coś co jest przyszłością i nie ma się co oszukiwać). Chyba zbytnio prezes nie wie ile takie giełdy dziennie przynoszą zysku na samych obrotach. Taki BitBay obroty około 5 mln $ dziennie – dane z czerwca. A taki FutureNet będzie miał od razu na starcie tysiące użytkowników od pierwszego dnia. Bo większość zarejestrowanych tam osób ma coś wspólnego również z krypto.
Poza tym proszę to powiedzieć moim naiwnym znajomym którzy po 14 miesiącach na czysto wyciągnęli już po 50-80K $ 🙂
Mi jak na chwile obecna po 3 miesiącach inwestycja się tylko zwróciła (wypłacona kasa) więc teraz tylko zyski i nawet jeśli FN padnie co jest mało prawdopodobne będę na czysto.
Inwestować warto tylko trzeba wiedzieć gdzie i kiedy. A nie wrzucać wszystko do jednego worka.
Wole dmuchac na zimne niz pozniej obudzic sie z reka w nocniku, tak jak 90 % ludzi żądnych szybkich zyskow inwestujacych w tego typu wynalazki.
Jak Pan wyliczył to 90%? Poza tym sam Pan poleca giełdy krypto na blogu a później porównuje je do Amber Gold – gratulacje. Po tych odpowiedziach to wnioskuję, że najlepiej kupić obligacje i czekać 20 lat na 5% zysku.
Lyoness i Lyconet to właściwie jedna firma. Dla mnie jest tak jak mówisz, trzeba wpłacać tysiące euro w program a wyciągnięcie astronomicznych zysków można wg. umowy zrealizować po minimum 36 miesiacach.(a póki sie nie skapniemy o co w tym chodzi to przez 36 miesiący będziemy wciągać następnych, inwestować kolejne tysiące euro i robić niepotrzebne zakupy za kilka stów miesięcznie). Program lojalnościowy to tylko przykrywka wg. mnie.
W Eurocashback nie znam zasad
Bardzo ciekawy artykuł. Znam ludzi co porzucali pracę na etacie dla programów Rev Share.
Na YT znajdziecie mnóstwo pajaców, którzy pokazują jak bardzo są bogaci dzięki tego typu programom. Teraz przy sukcesie kryptowalut będzie tego więcej.
Też Anusiak takich znam i dobrze na tym wyszli. A dzięki takim hejterom jak ty te pajace z YT zarabiają jeszcze więcej. Większa oglądalność na YT = więcej kasy w ich portfelach.
Pozdrawiam i udanego inwestowania.
Radzę omijać szerokim łukiem.
Czy moglby Pan rozwinac bardziej swoja wypowiedz?
Nie ma kodu źródłowego, nie wiadomo co to jest, nachalna reklama itd.
po inwencie w japoni dalej pan tak sadzi ze dascion to lipa?
Oczywiście że to lipa, tu nie trzeba głębszej filozofii żeby dojść do takiego wniosku.
Nie znam ale jeżeli trzeba coś kupować tylko i wyłącznie po to żeby móc zarabiać z poleceń to jest na to spora szansa.