Aktualizacja: 28 września 2026. Artykuł napisany od nowa. Pierwsza wersja ukazała się w listopadzie 2017 roku.
W listopadzie 2017 roku, w samym środku kryptowalutowej gorączki, napisałem krótki tekst o tym, dlaczego nie lubię piramid finansowych. Porównałem w nim rynek do walki w klatce, a piramidę do walki ustawionej przez promotora. Porównanie się przyjęło, ale pod artykułem szybko zrobiło się gorąco.
Jeden z czytelników zarzucił mi, że wrzucam do jednego worka piramidy i legalny marketing wielopoziomowy, a moja definicja piramidy jest nieprecyzyjna. Inny opisał przykład Herbalife: drogie pakiety startowe, wielkie konferencje w halach, jachty i samochody na slajdach, a obok nich tysiące ludzi, którzy nigdy nie odzyskali włożonych pieniędzy. Trzecia osoba napisała, że MLM i piramida różnią się tylko tym, jak długo trwają, bo w obu przypadkach najsłabsze ogniwa tracą.
Odpowiedziałem wtedy, że każdy ma prawo do swojego zdania, a ja piszę głównie z własnych obserwacji. Po latach widzę, że w jednym krytyk miał rację: moja definicja była skrótem myślowym. W tej wersji go poprawiam. W czym innym się nie pomyliłem: prawie każdy projekt, o który pytali mnie czytelnicy w 2017 roku, już nie istnieje, a ludzie, którzy w nie weszli, w większości stracili pieniądze.
Ten artykuł nie jest poradnikiem, jak rozpoznać piramidę. Taki poradnik, z checklistą i przepisami, znajdziesz w tekście W co nie inwestować: piramida finansowa, MLM i Revenue Share. Tutaj piszę o czymś innym: dlaczego takie projekty budzą we mnie tak silną niechęć i co naprawdę robią z ludźmi, którzy w nie wchodzą.
Spis treści
Nie chodzi o ryzyko, tylko o kłamstwo
Na rynku jestem od 2011 roku. Handluję kontraktami terminowymi i perpetualami, czyli instrumentami, na których łatwo stracić dużo pieniędzy w krótkim czasie. Ryzyko to dla mnie codzienność, a strata to normalny koszt prowadzenia działalności.
Dlatego od razu wyjaśnię jedną rzecz: nie mam problemu z tym, że ktoś ryzykuje. Każdy dorosły człowiek może wrzucić pieniądze w coś bardzo spekulacyjnego, jeśli wie, co robi, i jest gotów stracić. Mam problem z czymś innym. Piramida nie jest ryzykowną inwestycją. Piramida to gra, w której wynik jest ustalony z góry, a uczestnikom mówi się, że grają uczciwie.
Na rynku mogę przegrać, bo źle oceniłem sytuację, bo rynek zrobił coś nieoczekiwanego albo bo zawiodła moja psychika. W piramidzie większość uczestników przegrywa z konstrukcji systemu. Nie ma znaczenia, jak są mądrzy, jak ciężko pracują ani jak dobrze sprzedają. Ktoś musi być na dole i to właśnie ci na dole finansują wypłaty tych na górze.
Rynek to uczciwa walka w klatce
Wróćmy do porównania z 2017 roku, bo po latach wydaje mi się jeszcze trafniejsze.
W zawodowym MMA dwóch zawodników wchodzi do klatki na tych samych zasadach. Jest sędzia, są rundy, są zakazane techniki. Obaj wiedzą, że mogą wyjść z rozbitym łukiem brwiowym. Wygrywa ten, który lepiej się przygotował, jest silniejszy psychicznie i lepiej zarządza siłami. Czasem wygra słabszy, bo trafił jeden cios, ale na dystansie wielu walk przewagę mają ci, którzy trenują najrozsądniej.
Rynek działa bardzo podobnie:
- Zasady są jawne. Wiesz, jak działa zlecenie, ile kosztuje prowizja, jaka jest dźwignia i kiedy zostanie zlikwidowana Twoja pozycja.
- Przeciwnikiem jest rynek, a często Ty sam. Najtrudniejsza walka w tradingu to walka z własnym strachem, chciwością i niecierpliwością.
- Przygotowanie ma znaczenie. Wielkość pozycji, stop loss i plan przed wejściem nie gwarantują zysku, ale decydują o tym, czy przetrwasz serię porażek. Do tego służą narzędzia takie jak kalkulator wielkości pozycji czy checklista tradera.
- Możesz przegrać, ale przegrywasz uczciwie. Nikt nie ustawił wyniku, zanim wszedłeś do klatki.
Czy rynek jest łatwy? Nie. Większość osób, które zaczynają trading, traci. Ale traci w grze, której zasady może poznać, i może się tego nauczyć, jeśli podejdzie do tematu poważnie.
Piramida to walka ustawiona przez promotora
A teraz wyobraź sobie zupełnie inną galę.
Na szczycie jest jeden promotor. Kontroluje federację, sędziów, kasę biletową i kontrakty wszystkich zawodników. Zawodnicy nie dostają gaży za walkę. Dostają niewielki procent z tego, co wpłacą widzowie i nowi zawodnicy, których sami przyprowadzą. W mojej pierwszej wersji tekstu pisałem o 5 procentach dla zawodnika i reszcie dla szefa. To liczba symboliczna, ale dobrze oddaje proporcje.
Żeby zarobić, zawodnik musi więc werbować. Najpierw kolegów z siłowni, potem rodzinę, potem znajomych z internetu. Nie mówi im o kontuzjach, o tym, że walki są ustawione, ani o tym, że promotor zabiera większość. Mówi o pasach mistrzowskich, samochodach i wolności.
Na takiej gali nic nie jest prawdziwe, choć wszystko wygląda prawdziwie. Jest klatka, są reflektory, jest muzyka i tłum. Jest nawet sędzia, ale pracuje dla promotora. Z zewnątrz trudno odróżnić ją od prawdziwej walki i właśnie na tym polega cały trik.
Piramida finansowa robi dokładnie to samo. Ma stronę internetową, aplikację, regulamin, spółkę gdzieś za granicą, event w hotelu i prezentację z wykresami. Ma wszystkie atrybuty legalnego biznesu, oprócz jednego: pieniędzy, które pochodzą z realnej działalności.
Poprawka po latach: co jest piramidą, a co nie
W 2017 roku napisałem, że jeśli prowizje pochodzą wyłącznie z wpłat innych uczestników, mamy do czynienia z piramidą finansową. Krytycy mieli rację, że to uproszczenie. Słowo „wyłącznie” sprawia, że każdy organizator piramidy może się wybronić, dorzucając do systemu jakikolwiek produkt. Polskie prawo jest pod tym względem dużo precyzyjniejsze.
Ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (art. 7 pkt 14) zakazuje zakładania, prowadzenia i propagowania systemów, w których korzyści zależą przede wszystkim od wprowadzania kolejnych osób, a nie od sprzedaży lub konsumpcji produktów. Nie „wyłącznie”, tylko „przede wszystkim”. To ogromna różnica.
Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (art. 17c) mówi z kolei o systemie sprzedaży lawinowej, czyli o obiecywaniu nabywcom korzyści za nakłanianie innych do takich samych zakupów. Taki system nie jest czynem nieuczciwej konkurencji tylko wtedy, gdy spełnione są dwa warunki naraz:
- korzyści pochodzą ze sprzedaży towarów lub usług po cenach, które nie są rażąco wyższe od rynkowych,
- uczestnik może zwrócić niesprzedany towar organizatorowi za co najmniej 90 procent ceny zakupu w ciągu 6 miesięcy.
Te dwa warunki świetnie pokazują, gdzie leży granica. Legalny MLM sprzedaje produkty po normalnych cenach i nie zostawia dystrybutora z garażem pełnym towaru. Piramida z produktem w roli przykrywki robi dokładnie odwrotnie: produkt jest przepłacony, a zakupy są warunkiem utrzymania pozycji w strukturze.
Dobrym przykładem, jak cienka to granica, jest Herbalife, o którym pisał czytelnik. W 2016 roku firma zawarła ugodę z amerykańską Federalną Komisją Handlu (FTC). Zapłaciła 200 milionów dolarów na rekompensaty i musiała przebudować swój model. FTC ustaliła między innymi, że ponad połowa tak zwanych liderów sprzedaży zarobiła w 2014 roku mniej niż 300 dolarów z wynagrodzeń od firmy, a większość dystrybutorów rezygnowała w pierwszym roku. Po ugodzie co najmniej dwie trzecie wynagrodzeń dystrybutorów miało pochodzić ze sprzedaży prawdziwym klientom detalicznym, a nie z zakupów samych uczestników.
Sam przewodniczący FTC ujął to jednym zdaniem: uczestnicy mają być wynagradzani za to, co sprzedają, a nie za to, ilu ludzi zwerbują. Lepszej definicji granicy między biznesem a piramidą chyba nie znajdziesz.
Czy więc wszystkie firmy MLM to piramidy? Nie. Ale jeśli w firmie, do której ktoś Cię zaprasza, więcej mówi się o budowaniu struktury niż o klientach spoza tej struktury, to wiesz już, po której stronie granicy stoi.
Nie tylko piramidy: inne scamy, które działają tak samo
Piramida to najbardziej znany rodzaj scamu, ale nie jedyny. Nie lubię wszystkich, które opierają się na tym samym mechanizmie: udają uczciwą grę, a wynik jest ustalony z góry.
Klasyczny schemat Ponziego
Najbardziej znanym przykładem jest Bernard Madoff. Przez dziesięciolecia prowadził fundusz, który rok w rok pokazywał stabilne, umiarkowane zyski, bez wielkich spadków. Klientami byli bogaci inwestorzy, fundacje i instytucje finansowe, a nie naiwni amatorzy. W 2009 roku został skazany na 150 lat więzienia. Tu nie było MLM ani prowizji za polecenia. Była za to reputacja, ekskluzywność i wyniki zbyt równe, żeby mogły być prawdziwe.
Wniosek jest prosty: scam nie musi krzyczeć o 2 procentach dziennie. Czasem najgroźniejszy jest ten, który obiecuje rozsądne liczby i wygląda bardzo solidnie.
Pump and dump i tokeny bez pokrycia
W kryptowalutach działa to tak: grupa osób po cichu kupuje mało płynny token, potem głośno go promuje w mediach społecznościowych i na grupach, a kiedy ludzie kupują na fali FOMO, sprzedaje im wszystko. Wykres wygląda jak pionowa ściana w górę, a potem w dół. Ci, którzy weszli na końcu, zostają z tokenem, którego nikt nie chce kupić.
Odmianą tego jest rug pull, czyli projekt, którego twórcy po zebraniu pieniędzy po prostu znikają razem z płynnością. Wystarczy chwila, żeby portfel pełen tokenów był wart zero.
Płatne sygnały i guru ze zrzutami ekranu
Grupa na Telegramie, abonament za sygnały, zrzuty ekranu z wielkimi zyskami i program partnerski za polecanie kolejnych subskrybentów. Zrzut ekranu nie jest wynikiem. Wynikiem jest pełna, zweryfikowana historia wszystkich transakcji, także tych przegranych. Jeśli ktoś pokazuje tylko wygrane, to nie pokazuje wyników, tylko marketing.
Zadaj sobie jedno pytanie: jeśli ktoś naprawdę ma system, który zarabia regularnie, dlaczego zarabia głównie na sprzedaży dostępu do niego?
Fałszywe platformy inwestycyjne z reklam
Reklama ze znaną twarzą, która rzekomo „zdradza sekret”, formularz kontaktowy, telefon od miłego doradcy, mała wpłata na start i piękne zyski na koncie. Problem pojawia się przy próbie wypłaty. Nagle trzeba zapłacić podatek, prowizję albo opłatę weryfikacyjną. Każda kolejna wpłata ma „odblokować” pieniądze, których nigdy nie było. Saldo na ekranie to tylko liczba w bazie danych oszustów.
Wszystkie te scamy łączy jedno: Twoja strata jest z góry zaplanowanym zyskiem kogoś innego.
Czy da się z tego wyżyć? Prawdziwy koszt udziału
W pierwszej wersji tekstu zadałem to pytanie i odpowiedziałem na nie dość obrazowo. Dziś odpowiem spokojniej, ale treść się nie zmieni: nawet jeśli komuś uda się na piramidzie zarobić, płaci za to cenę, której nie widać w arkuszu.
Pieniądze
To najbardziej oczywisty koszt, ale nie jedyny. Większość uczestników traci włożone pieniądze, a ci, którzy wychodzą „na plus”, zwykle zapominają doliczyć czas, wyjazdy na eventy, szkolenia, obowiązkowe zakupy i koszt alternatywny. Kapitał, który przez dwa lata krążył w piramidzie, mógł przez ten czas spokojnie pracować. Jeśli chcesz zobaczyć, ile to realnie znaczy, porównaj to z wynikiem w kalkulatorze obligacji skarbowych.
Relacje
Piramida żyje z zaufania. Nie sprzedaje się jej obcym ludziom, tylko rodzinie, przyjaciołom, kolegom z pracy i znajomym z grupy. To oznacza, że każda osoba, którą wprowadzisz, jest osobą, na której Ci zależało.
Kiedy system upada, a zawsze upada, te osoby tracą pieniądze. Część z nich uzna, że je oszukałeś, nawet jeśli sam w to wierzyłeś. Ludzie, którzy byli wokół Ciebie w czasie wypłat, rozpływają się, kiedy wypłaty się kończą. Zostajesz z długą listą kontaktów i bardzo krótką listą ludzi, którzy odbiorą od Ciebie telefon.
Reputacja i prawo
W 2017 roku pisałem, że oszukani ludzie prędzej czy później rozliczą się ze swoim liderem. Dziś ten rachunek wystawia także państwo. UOKiK karze nie tylko organizatorów piramid, ale też osoby, które je aktywnie promowały, i każe im publikować informację o decyzji na własnych profilach w mediach społecznościowych. W przypadku dużych projektów sprawami zajmuje się prokuratura. Nazwisko w komunikacie urzędu zostaje w wyszukiwarce na lata.
Głowa i zdrowie
O tym mówi się najrzadziej, a to moim zdaniem najwyższy koszt. Żeby utrzymać się w piramidzie, trzeba cały czas przekonywać innych i samego siebie, że wszystko jest w porządku. Każde opóźnienie wypłaty trzeba wytłumaczyć. Każde ostrzeżenie urzędu trzeba nazwać atakiem hejterów. Każde wątpliwości znajomego trzeba zbić argumentem z ostatniego eventu.
Życie w takim rozdźwięku między tym, co mówisz, a tym, co w głębi podejrzewasz, jest ogromnym źródłem stresu. Nerwy, bezsenność i napięcie w domu to częste skutki takich sytuacji. Jeśli zauważasz to u siebie albo u kogoś bliskiego, warto porozmawiać z kimś zaufanym albo ze specjalistą. Pieniądze da się odrobić, nadszarpnięte zdrowie odbudowuje się dużo dłużej.
Dlaczego mądrzy ludzie w to wchodzą? Najczęstsze błędy
Uczestnikami piramid nie są wyłącznie ludzie naiwni. Wśród poszkodowanych są lekarze, przedsiębiorcy, inżynierowie i inwestorzy z wieloletnim stażem. Ich błędy są bardziej psychologiczne niż intelektualne:
- Społeczny dowód słuszności. „Skoro tyle osób w to wchodzi, to chyba działa.” Tłum na evencie nie jest dowodem, tylko częścią scenografii.
- Zaufanie do osoby zamiast do liczb. Polecenie od przyjaciela wyłącza czujność. Tymczasem przyjaciel może być szczerze przekonany i szczerze w błędzie.
- FOMO. „Wejdź teraz, bo za miesiąc pakiety podrożeją.” Presja czasu to jeden z najstarszych trików sprzedażowych.
- Efekt utopionych kosztów. Kiedy już wpłaciłeś, trudno przyznać się do błędu. Łatwiej dopłacić, żeby „odblokować wypłatę”, niż zaakceptować stratę.
- Mylenie wypłaty z dowodem. Pierwsza wypłata to najlepsza inwestycja marketingowa organizatora. Ma przekonać Ciebie, żebyś wpłacił więcej, i Twoich znajomych, żeby dołączyli.
- Autorytet sceny. Garnitur, drogi samochód, zdjęcie z celebrytą albo politykiem. To nic nie mówi o źródle pieniędzy.
- Myślenie „ja wyjdę na czas”. Każdy uczestnik tak myśli. Wszyscy naraz nie mogą mieć racji.
Test uczciwej walki: pytania, które zadaję przed każdą „okazją”
Kiedy ktoś proponuje mi nowy projekt, nie zaczynam od liczb. Zaczynam od pytania, czy to jest uczciwa walka, czy walka ustawiona. Pomagają w tym proste pytania:
- Kto jest moim przeciwnikiem? Na rynku to rynek. Jeśli po drugiej stronie są ludzie, którzy wejdą po mnie, to jest piramida.
- Czy znam zasady? Czy wiem dokładnie, skąd bierze się zysk, i czy mogę to sprawdzić poza materiałami firmy?
- Kto jest sędzią? Czy nad tym projektem czuwa niezależny nadzór, audytor, regulator? Czy tylko organizator i jego regulamin?
- Czy mogę przegrać uczciwie? Czy ryzyko jest jasno opisane, czy wszyscy mówią tylko o zyskach?
- Czy mogę zejść z ringu w każdej chwili? Czy mogę wypłacić całość bez limitów, opłat i „weryfikacji”?
- Co bym zrobił, gdyby nie było programu poleceń? Jeśli bez prowizji za rekrutację projekt przestaje być atrakcyjny, to właśnie znalazłeś jego prawdziwy produkt.
- Czy poleciłbym to mamie? Nie dlatego, że mama nie zna się na inwestycjach, tylko dlatego, że w jej przypadku od razu widać, czy czujesz się z tym dobrze.
Jeśli na którekolwiek z tych pytań nie znasz odpowiedzi, to już jest odpowiedź.
Narzędzia, które warto mieć pod ręką
- Lista ostrzeżeń publicznych KNF – sprawdzasz, czy podmiot nie ma zawiadomienia do prokuratury.
- Komunikaty i decyzje UOKiK – urząd publikuje ostrzeżenia konsumenckie i kary dla organizatorów oraz promotorów piramid.
- Kalkulator procentu składanego – wpisz obiecywany zwrot i zobacz, co z niego wychodzi po roku lub dwóch. Jeśli wynik przerasta majątek najbogatszych ludzi świata, masz odpowiedź.
- Kalkulator ruiny gracza – pokazuje, jak łatwo stracić kapitał, kiedy ryzykujesz za dużo na jedną kartę. W piramidzie stawiasz wszystko na jedną kartę, której nie widzisz.
- Kalkulator bezpiecznej wypłaty – dla porównania: tak wygląda realistyczny, spokojny dochód z kapitału. Zdecydowanie mniej efektowny niż obietnice na eventach, ale prawdziwy.
Co zamiast: wybierz uczciwą walkę
Nie lubię piramid finansowych i innych scamów, bo biorą to, co w ludziach najlepsze, czyli zaufanie, ambicję i chęć poprawienia swojego życia, i zamieniają to w narzędzie do okradania ich samych i ich bliskich.
Alternatywa jest mniej efektowna, ale uczciwa. Jeśli chcesz zarabiać na rynku, ucz się, zaczynaj od małych kwot, zarządzaj ryzykiem i licz się z tym, że przegrasz wiele rund, zanim zaczniesz wygrywać. Jeśli chcesz zarabiać na sprzedaży, sprzedawaj coś, co ludzie chcą kupić bez obietnicy prowizji. Jeśli chcesz po prostu pomnażać oszczędności, wybierz nudne, sprawdzone rozwiązania i daj im czas.
W uczciwej walce możesz przegrać. Ale możesz też wygrać, a przede wszystkim po walce możesz spojrzeć ludziom w oczy. W walce ustawionej nie masz ani jednego, ani drugiego.



Hmm, nie wytrzymałam. Maciek, najwyraźniej jest zwolennikiem multi-level-maketing, czyli MLM.
Marki – Amway, Mary Kay, to jedne z największych, Avon…. W finansach, Bernard Madoff i cała reszta banków, finansowych jednostek współpracujących oraz wiele innych. Zatem, obrońco i krytykancie, wybacz, ale to dokładnie ni mniej ni więcej tylko piramidy finansowe. Rożnica pomiędzy MLM, a piramidą finansową polega na tym, że w marketingu wielopoziomowym każdy uczestnik piramidy MLM może mieć własnych klientów, którym dostarcza towary według ich potrzeb, pozwala na budowanie własnych struktur współpracowników, i od ich obrotów otrzymuje się dodatkowe prowizje. Współpracownicy (naganiacze i świadomi bądź nieświadomi pośrednicy) Madoffa to nic innego jak MLM w takim razie, a jednak zostało to nazwane piramidą finansową. Z danych, które znaleźć można w wielu miejscach w internecie bardzo łatwo można wysunąć wnioski: najsłabsze ogniwa tracą, dokładają do biznesów w MLM lub zostają z zakupionymi (obowiązkowe) produktami i niezrealizowanymi planami (poszerzania sieci i sprzedaży) wyrzuceni, a właściwie sami wypadają poza struktury, najczęściej nie odzyskując środków, które zainwestowali, dokładnie to samo dzieje się w „klasycznej” piramidzie finansowej, Ci silniejsi przynajmniej odzyskują, co włożyli, mniej silni lub nieuważni, mniej czujni, tracą. Więc proszę nie walcz jak lew o dobre imię systemów MLM, bo w praktyce są one dokładnie piramidą finansową tylko, że długodystansową, jedynie to różni obie formy piramidy finansowej. Pozdrawiam.
Tak się nie rozpoznaje piramidy finansowej, gdyż to sposób funkcjonowania 99% przedsiębiorstw. Prawo, na całym świecie, mówi jasno: w biznesie, gdzie buduje się struktury sprzedawców, czyli obowiązuje tzw. plan kompensacyjny (marketingowy), wypłacane ludziom w prowizje muszą pochodzić z obrotu, sprzedaży realnego produktu. Piramida finansowa (sprzedaż lawinowa) jest wtedy, gdy wypłacane prowizje pochodzą wyłącznie z wpłat innych uczestników tego systemu. W Polsce mówi o tym art. 17c Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Schemat działania piramidy opisałem we wcześniejszym moim artykule:
https://blogprezesa.pl/jak-inwestowac-cz-7-w-co-nie-inwestowac-piramida-finansowa-mlm-revenue-share/
Tu jest skrót myślowy ale mogę uzupełnić o to co napisałeś, żeby było faktycznie jasne.
W tamtym miejscu też sprawa jest błędnie opisana. Nie mówiąc już o bzdurach na temat systemu MLM. Osobiście wolę w tej materii posługiwać się rzetelnymi informacjami opracowanymi przez znawców tematu np. UOKiK, KNF, PSSB, dr Vogelgesang albo bardzo kompetentny w temacie piramid finansowych prof. Piotr Masiukiewicz. Ale to Twój blog. Twoja marka i Twój wizerunek. Rób jak uważasz.
Dziękuję za komentarz. Temat piramid to jest niekończąca się historia, pomysłowość nowych naciągaczy nie zna granic, jak rozpoznasz kolejny schemat działania to powstaje już dziesięć następnych. To trochę tak jak ze złodziejami i zabezpieczeniami przed nimi. Złodzieje są zawsze o krok z przodu.
Pewno gdybym szerzył populistyczne teksty to miałby z dziesięć albo sto razy więcej fanów niż obecnie. Piszę i mówię to co uważam, a że to jest czasami w opozycji z ogólnie przyjętą nomenklaturą to już nic na to nie poradzę.
Ja nie mówię o populistycznych tekstach tylko o bzdurach na temat systemu MLM. Napisałeś tam, że MLM „daje złudne wrażenie budowania własnej marki i szansę na niebywały sukces” (kłamstwo) oraz, że „musimy (w MLM) realizować narzucone nam plany sprzedażowe, dostosowywać się do wymogów organizacji”. Ale nie potrafisz wymienić ani jednej firmy MLM, która cokolwiek swoim współpracownikom karze robić i zmusza do czegoś. Czasem lepiej zanim się palnie taką głupotę lepiej jest zasięgnąć języka.
Ty masz inne zdanie, a ja mam inne. To co piszę opiera się głównie na moich własnych doświadczeniach albo przefiltrowanych obcych informacjach.
Nie uważam, że jestem nieomylny ale niestety większość obiegowych opinii jest fałszywych, dlatego zupełnie nie dziwi mnie, że się w ogóle nie zgadzamy w temacie MLMów.
Która firma MLM karze coś robić i zmusza do czegoś swoich niezależnych dystrybutorów? Nawet najbardziej idiotyczne opinie muszą się opierać na jakichś faktach ewentualnie ćwierć prawdach. Więc bardzo proszę o konkret.
Maciek, dam przyklad globalnej firmy MLM – Herbalife…, sponsora Realu Madryt, sprzedaje sie tam witaminy, odzywki, leki ziolowe, itp. Cena tych produktów przewyzsza kilkakrotnie cene porównywalnych produktów na rynku co powoduje ogromne trudnosci w znalezieniu klientów. Herbalife zacheca do znajdywania akwizytorów którzy wejda w ten biznes, wykupienie start-kitu koszt od 7000 do 15.000 dolarów, wtedy dostaje sie kilka kartonów tych produktów. A wiec Herbalife za jednym razem sprzedaje olbrzymia ilosc swoich specyfików a wiedzac ze sa drogie zacheca do werbowania ludzi… a nie do sprzedazy fiolki z witaminami za 50 dolarów 🙂
Herbalife organizuje olbrzymie konferencje w halach sportowch dla nawet 10-15 tysiecy ludzi, sa tam fajerwerki, streboskopy, dynamiczna muzyka, pokazuje sie olbrzymie fotografie posiadlosci milionerów, luksusowe jachty, auta, rozesmiane twarze szczesliwych ludzi. Na tych spotkaniach grywaja gwiazdy muzyki, ale przedewszytkim na scenie pokazywani sa ludzie sukcesu, którzy dzieki Herbalife stali sie milionerami, opowiadaja swoje historie. Publicznosc wpada w trans.
Rzeczywistosc jednak jest inna, statystyki które Herbalife musialo ujawnic pod naciskiem prokuratora w USA pokazaly ze 97% zwerbowanych osób nie zlozylo drugiego zamówienia na produkty Herbalife. Nawet nie odzyskali swoich pieniedzy nie mówiac o zarobkach. W Meksyku ludzie zmanipulowani wizja wysokich zarobków masowo brali kredyty by wejsc w ten biznes, dochodzi do dramatów ludzkich, wielu odebralo sobie zycie.
Ten mechanizm działania, który opisałeś odnosi się do większości korporacji, a nawet zwykłych firm. Największą różnicą są zasady współpracy. W MLM nic nie jest pewne, często kończy się z paletą perfum, albo bonem do Almy na 10 tysięcy złotych.
Doprecyzowałem mechanizm działania piramidy finansowej.